Szanowni samorządowcy aktywność, praca u podstaw zamiast bilbordów

PARODIA SAMORZĄDÓW BEZ AKTYWNOŚCI OSÓB PEŁNIĄCYCH FUNKCJE, BEZ SAMORZĄDNOŚCI I ODPOWIEDZIALNOŚCI

Znowu na ulicach polskich miast i na wsiach widzimy prawie te same twarze, co w poprzednich i poprzednich wyborach. Sam sposób prowadzenia kampanii przed wyborami samorządowymi ośmiesza struktury samorządowe. O idei samorządności, która jest ważniejsza w sprawie niż same struktury samorządowe, mało kto myśli. Jak już ich wybierzemy, to większość z nich udowodni nam kolejny raz, że ma nas daleko z tyłu.

Gdy patrzy się na wypasione bilbordy kilku ugrupowań politycznych lub lokalnych grup i zestawi się je z dość dużym obszarem przeróżnych niedoborów, a nawet biedy, to artykuł 60 Konstytucji brzmi jak ponury żart: „Obywatele polscy korzystający z pełni praw publicznych mają prawo dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach”.

W sumie wszystko jest w porządku, kto na przykład udręczonemu, przepracowanemu polskiemu przedsiębiorcy, który ledwo wiąże koniec z końcem, bo jest uczciwym „frajerem” podobnie jak polski rolnik, zabroni na większości ulic miasta rozstawić do śmieszności duże bilbordy ze swoimi podobiznami? W sumie każdy ma prawo to zrobić, tylko nie każdego na to stać! I tu jak widać, mamy bardzo poważny problem z biernym prawem wyborczym czyli możliwością kandydowania, poprzez dopuszczeniem przez prawo reklamowania się nawet w wyborach samorządowych poprzez bardzo nachalną i kosztową reklamę, na którą stać jest tylko nielicznych, co dyskryminuje pozostałych, tworzy niedopuszczalny dystans między znaczną częścią wybieranych i wybierających.

Kompletne pomijanie idei samorządności czyli faktycznego decydowania członków społeczności lokalnej o sobie i swoim środowisku oraz zabetonowanie nawet struktur samorządowych poprzez dopuszczalność w prawie absurdalnych, śmiesznych i do tego bardzo kosztownych kampanii wyborczych powoduje, że całkowicie i ostatecznie tracimy obywatelskość, a przepisy artykułu 4 Konstytucji pozostają sloganami bez pokrycia w prawdziwym życiu. „1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu. 2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”.

Słuchajcie, Naród jako władza zwierzchnia, co ma szczególne znaczenie w społecznościach lokalnych, ma prawo do kontrolowania poczynań władzy i przedstawicieli instytucji publicznych. Tylko bardzo często jest tak, że nie mamy czasu, sił i środków do korzystania z przysługujących nam uprawnień oraz nas bardzo powszechnie ludzie władzy i reprezentujący instytucje publiczne lekceważą.

Taką awangardą, liderami w korzystaniu z uprawnień obywatelskich uważam, że powinny być osoby reprezentujące nas w samorządach. Zgodnie z artykułem 63 Konstytucji „Każdy ma prawo składać petycje, wnioski i skargi w interesie publicznym, własnym lub innej osoby za jej zgodą do organów władzy publicznej oraz organizacji i instytucji społecznych w związku z wykonywanymi przez nie zadaniami zleconymi z zakresu administracji publicznej. Tryb rozpatrywania petycji, wniosków i skarg określa ustawa”.

To w takim razie pytam: dlaczego osoby pełniące funkcje w samorządach tego nie robią, choćby prywatnie, a nawet wprowadzają w błąd zwykłych ludzi, twierdząc, że taka czy inna sprawa nie mieści się w ich kompetencjach, zamiast podejmować interwencje? Polacy przeganiani są od Annasza do Kajfasza i z reguły nikt nic nie może, bo mu się zwyczajnie nie chce. Radni odsyłają do posłów, których olbrzymia większość bardzo rzadko bywa w swoich biurach, bo mają nas daleko z tyłu. Nieliczni posłowie, którzy solidnie pracują, nie są w stanie poradzić sobie z powszechną obojętnością.

Dlaczego nie staje na przykład po stronie wyniszczanych przedsiębiorców przez urząd skarbowy, ZUS lub inną instytucję prezydent miasta, dlaczego nie stają radni? Nie mają takich uprawnień? Jak to nie mają, skoro mają i to zagwarantowane w artykule 63 ustawy zasadniczej. Tylko wręcz powszechna obojętność na potrzeby innych ludzi, egoizm i prywata powodują, że ta niby elita w zakresie korzystania z praw obywatelskich, ma w głębokim poważaniu losy ludzi i firm w ich regionie. Nie interesuje ich poziom przestrzegania prawa w urzędach i sądach, co jest zupełnie niedopuszczalne.

Błagający o pomoc, wyniszczony przez funkcjonariuszy publicznych człowiek, gdy usłyszy od osoby pełniącej funkcję w samorządzie, proszę stąd wyjść, bo sprawa nie mieści się w naszych kompetencjach i skona. To egoista samorządowiec bez nawet odrobiny refleksji powie, że to był zwykły zbieg okoliczności.

Słuchajcie, to nie są zwykłe zbiegi okoliczności, że upokorzeni ludzie umierają z bezsilności lub popełniają samobójstwa, a miliony osób stąd wyemigrowały, bo tu nie sposób żyć ludziom nie związanym z układami władzy i samorządów. To co się dzieje, jest bardzo często efektem chorego rządzenia, lenistwa ludzi władzy, nieprawdopodobnej obojętności funkcjonariuszy publicznych i totalnego braku odpowiedzialności.

To przecież ludzie aspirujący do pełnienia funkcji publicznych i je przede wszystkim pełniący, np. posłowie, senatorowie, radni w pierwszej kolejności powinni upominać się o szacunek ze strony funkcjonariuszy publicznych do ludzi i prawa. To oni powinni składać petycje, wnioski i skargi w interesie publicznym i prywatnym. To oni powinni monitorować pracę urzędów i sądów w pierwszej kolejności.

Gdyby była tego typu kontrola i gdyby dodatkowo nie rozbijane były celowo organizacje autentycznie obywatelskie, które również muszą upominać się o sprawy wspólne i indywidualne, to w Polsce nie było by takiego bałaganu, takiego draństwa. Nie byli by tak na skalę masową wyniszczani ludzie, całe polskie rodziny i firmy. Gdyby na przykład dyrektor oddziału ZUS, prezes sądu itp. wiedzieli, że jak urzędnicy lub sędziowie będą naruszać prawo, będą dręczyć ludzi, to o sposób załatwienia sprawy zapyta wójt, prezydent miasta czy radni choćby tylko w imieniu swoim, prywatnie, tak z obywatelskiej troskliwości, to natychmiast stworzony by został dobry klimat do oczekiwanej kultury poziomu obsługi obywateli.

Tymczasem obecna obojętność ludzi pełniących funkcje publiczne, w tym w samorządach jest przejawem wręcz wrogości wobec zwykłych, poszkodowanych ludzi przez funkcjonariuszy publicznych. Dość masowe wyniszczanie ludzi, całych rodzin i firm powoduje, że całe środowiska lokalne są degradowane finansowo i społecznie, a w konsekwencji degradowana, wyniszczana jest Polska.

Dość już tego nieróbstwa i obojętności! Osoby które chcą pełnić funkcje publiczne powinny wykazywać się wrażliwością i aktywnością. Muszą rozumieć idę samorządności i muszą czuć się odpowiedzialne za poszczególnych ludzi oraz całą społeczność, za poziom obsługi obywateli przez ludzi reprezentujących władze, samorządy i instytucje publiczne.

Dość już tych wręcz bizantyjskich reklam w kampaniach przed wyborami samorządowymi, dyskryminujących ogromną część obywateli w zakresie biernego prawa wyborczego. Dość lekceważenia ludzi, ignorowania problemu notorycznego naruszania prawa przez funkcjonariuszy publicznych, akceptowania często elementarnego braku kultury obsługi w urzędach, sądach i instytucjach publicznych przez kandydatów, a następnie osoby pełniące funkcje w samorządach.

Co to jest samorząd?

Za bilbordami oraz innego typu nachalną i drogą reklamą nie stoi praktycznie nic pozytywnego. Tylko aktywność, ciężka praca u podstaw, wrażliwość na sprawy wspólne i potrzeby poszczególnych osób są najbardziej wiarygodnymi rekomendacjami do tego, by poszczególnym osobom zaufać i wybierać je do pełnienia funkcji publicznych.

Barbara Berecka

Posted in Bez kategorii, Demokracja po polsku, Dyskusje społeczno - polityczne, Komentujemy na bieżąco, Samorządność i samorządy, Życie społeczno-polityczne | Tagged , , , , , | Możliwość komentowania Szanowni samorządowcy aktywność, praca u podstaw zamiast bilbordów została wyłączona

Kolejna przegrana Polski w Strasburgu

TAK BĘDZIE DO CZASU, GDY ZA BŁĘDY ZACZNĄ PŁACIĆ CI, KTÓRZY JE POPEŁNILI

Powiedzcie mi, co to wszystko wspólnego ma z demokracją i państwem prawa, gdy błędy popełniają funkcjonariusze publiczni, w tym sędziowie, a pieniądze za to wszystko płacą zwykli ludzie? Bez odpowiedzialności za działania i zaniechania bagno całkowicie pochłonie państwo polskie.

”Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że zobowiązując do przeprosin dwoje dziennikarzy, którzy opisali w „Rzeczpospolitej” domniemany przypadek korupcji w resorcie zdrowia, Polska naruszyła ich prawo do wolności słowa.

Cho­dzi o Mał­go­rza­tę So­lec­ką i An­drze­ja Stan­kie­wi­cza, któ­rzy w 2003 roku opu­bli­ko­wa­li tekst „Leki za mi­lio­ny do­la­rów”. Na­pi­sa­li tam, że były szef ga­bi­ne­tu mi­ni­stra zdro­wia Ma­riu­sza Ła­piń­skie­go, Wal­de­mar Desz­czyń­ski, wy­mu­szał od kon­cer­nu far­ma­ceu­tycz­ne­go ła­pów­kę za pomoc przy wpi­sa­niu leku na listę leków re­fun­do­wa­nych.

Artykuł spowodował, że Prokuratura Apelacyjna w Warszawie wszczęła śledztwo, które trwało ponad trzy lata; czynności w tym postępowaniu wykonywała także ABW. Deszczyński miał nawet postawiony zarzut w tym śledztwie, ale dotyczył on innej sprawy niż ta, o której napisała gazeta. Śledztwo zostało umorzone.

Deszczyński zaprzeczał, by kiedykolwiek składał propozycję korupcyjną. Zarzucił dziennikarzom brak rzetelności i pozwał dziennikarzy gazety oraz jej nieżyjącego już naczelnego – Macieja Łukasiewicza. Sąd Okręgowy w Warszawie w I instancji oddalił pozew Deszczyńskiego, który żądał przeprosin za poniżenie w oczach opinii publicznej. Potem warszawski Sąd Apelacyjny zmienił wyrok, nakazując Soleckiej i Stankiewiczowi przeprosiny Deszczyńskiego.

W kwietniu 2007 roku Sąd Najwyższy odrzucając kasację od wyroku, potwierdził, że dobra osobiste Deszczyńskiego zostały naruszone, a dziennikarze nie wykazali zasadności swych twierdzeń. SN przypomniał, że prokuratura nigdy nie postawiła Deszczyńskiemu zarzutu o treści takiej, jak zarzut z gazety, zaś samo śledztwo w całej sprawie zostało umorzone z braku wystarczających dowodów.

Po tym wyroku dziennikarze wnieśli skargę do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, twierdząc, że Polska złamała art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który głosi, że „każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe”.

Trybunał przyznał im rację i zasądził na rzecz obojga dziennikarzy po 5 tys. euro odszkodowania oraz 2650 euro odszkodowania i 6 tys. euro zwrotu kosztów na rzecz wydawcy dziennika „Rzeczpospolita”” – źródło Onet.pl za PAP.

Z moich obserwacji wynika, że ogromna część polskich sędziów nie ma zielonego pojęcia o prawach obywatelskich, w tym o wolności gwarantowanej przez prawo.

Najłatwiej, najbardziej skutecznie mobilizuje się do pracy nad sobą, do podnoszenia kwalifikacji poprzez kieszeń. Gdyby sędziowie z własnej kieszeni płacili za popełnione błędy, bardzo szybko podniosłaby się jakość sądzenia w Polsce. Wysokości kwot zasądzane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka wcale nie są wysokie w stosunku do wynagrodzeń polskich sędziów, które są bardzo wysokie w stosunku do wynagrodzeń zwykłych obywateli.

Gdyby kilku funkcjonariuszy publicznych, w tym sędziów zapłaciło za wyrządzone krzywdy i szkody, to nad swoją pracą i jej skutkami zastanawiali by się kolejni.

Prawo i odpowiedzialność

Obecna sytuacja, gdy sędziowie w swej większości praktycznie nie odpowiadają za nic i w żaden sposób, jest bardzo demoralizująca. Płacenie przez państwo, czyli przez wszystkich podatników za błędy funkcjonariuszy publicznych jest również przejawem dyskryminacji zwykłych obywateli, którzy odpowiadają za swoje działania i zaniechania oraz ponoszą skutki działań i zaniechań funkcjonariuszy publicznych, którzy praktycznie w swej większości nie odpowiadają za nic.

Barbara Berecka

Posted in Bez kategorii, Demokracja i wolność, Demokracja po polsku, Najważniejsze wiadomości | Tagged , , , | Możliwość komentowania Kolejna przegrana Polski w Strasburgu została wyłączona

Czas na jednoczenie sił!

POMYŚLCIE O TYM, A PÓŹNIEJ PRZEŚPIJCIE SIĘ Z TYM: CO DLA POLAKÓW I POLSKI W TEJ CHWILI JEST NAJWAŻNIEJSZE?

Słuchajcie, można dąsać się i pląsać z powodu osobistych urazów. Tylko jaki to ma cel? Czyim interesom tego typu zachowania służą? Do czego tego typu postawy doprowadzą? Ambicje prezesów autentycznych organizacji obywatelskich też mogą być wyjątkowo ważne, a nawet najważniejsze, tylko z tych ambicji życie pokazuje często wychodzi wielkie nic. Formalne grupy obywatelskie są marginalizowane, a nawet demontowane. Bo prezesi są tak ważni, że aż najważniejsi i poprzez swoją pychę trwonią często ogromny potencjał społeczny.

Ile jest osób w Polsce, które na własny użytek uważa, że Polska rządzona jest przynajmniej poprawnie? Doskonale wiemy, że takiego wewnętrznego przekonania nie ma nawet większość ludzi władzy. To przecież nie kto inny tylko Bartłomiej Sienkiewicz, minister rządu Polski powiedział, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie.

Ja tego nie rozumiem, nie mogę pojąć, że w sytuacji gdy na skalę masową wyniszczani są ludzie, całe polskie rodziny i firmy, gdy sądy, które powinny być ostoją praworządności, pracują w oparach absurdu, szkodzą ludziom i krajowi, to przedstawiciele działających w ogromnym rozdrobnieniu organizacji obywatelskich nie są w stanie skupić się wokół wspólnego celu, by stanowić realną siłę w działaniu na rzecz przerwania wyniszczania ludzi i kraju.

Autentycznych organizacji obywatelskich mogą być setki, a nawet tysiące, które mają własne programy działania w terenie. Ale powinna wreszcie powstać formalna struktura, federacja jak już kiedyś planowano, by koordynować działania wspólne na rzecz zmian traktowania ludzi i kraju przez rządzących, na rzecz praworządności i na rzecz wymiany ludzi władzy.

Można się czarować, ulegać propagandzie, że obecnie rządzący są wstanie dokonać jakichkolwiek pozytywnych zmian. Tylko po co mamy to robić? By tracić kolejne dni, tygodnie, miesiące czy lata? Przecież człowieka, jego charakteru, podejścia do innych ludzi, jego kompetencji moralnych i merytorycznych nie da się zmienić z dnia na dzień. Jak doskonale wiecie, nawyki, sposoby działania z ogromnym oporem i przy ogromnej determinacji udaje się zmieniać bardzo systematycznie i powoli. Jest to proces, który może przynieść rezultaty po latach ciężkiej pracy nad sobą.

Bez wymiany ludzi przy władzy, jesteśmy bez szans. Nie można jednak powielać błędów popełnionych w ostatnich 25 latach. Trzeba stawiać na wrażliwych, odpowiedzialnych, sprawnych w działaniu ludzi, którzy potrafią myśleć strategicznie i gotowi są do dialogu, działania ponad podziałami.

Tymczasem bardzo dużo ludzi w ruchu stowarzyszeniowym oburza się. Zdarza się niestety, że najbardziej oburzona jest na innych przedstawicieli ruchu stowarzyszeniowego, tak jakby celowo odwracała uwagę od faktycznych problemów, od oburzania się na rządzących, którzy wyniszczają ludzi oraz zdemolowali struktury państwa i samorządów. Doprowadzili do ogromnej pogardy wobec zwykłego obywatela i totalnego bezprawia w instytucjach publicznych.

Dochodzi również niestety do przypadkowych, nie przemyślanych działań, a przysłowiowa para idzie w gwizdek. Najpierw popularyzowana była nazwa OBURZENI. W kraju działa kilka grup, które poprzez swoje nazwy podkreślają oburzenie. Gdy trwały rozmowy nad utworzeniem wspólnego komitetu wyborczego, to część OBURZONYCH rozważała możliwość stworzenia komitetu wyborczego WSPÓLNOTA. Tylko czy takie zmiany nazw nie wprowadzają dezorientacji? Czy nie lepiej było by stworzenie wspólnego komitetu pod nazwą rozpoznawalną przynajmniej przez część ludzi?

Partie są jak układanki z klocków

Po co to wszystko? By od początku zacząć popularyzować nazwę WSPÓLNOTA, gdy już rozpoznawalna jest nazwa OBURZENI? Czy takie podejście do sprawy, robienie kroku do tyłu i zaczynania od początku, służy wzmocnieniu działań grup autentycznie obywatelskich czy służy wzmocnieniu pozycji przedstawicieli stowarzyszeń przygotowujących się do udziału w wyborach? Odpowiedzcie sobie sami.
Ja uważam, że siła tkwi w jedności. Przedstawiciele ruchów obywatelskich powinny wybrać do wspólnych działań jedną nazwę i powinniśmy nią posługiwać konsekwentnie.

Barbara Berecka

Posted in Demokracja i wolność, Demokracja po polsku, współdziałanie i współpraca, Życie społeczno-polityczne | Tagged , , , , , , , | Możliwość komentowania Czas na jednoczenie sił! została wyłączona

Podstawa prawna

?ORGANY WŁADZY PUBLICZNEJ DZIAŁAJĄ NA PODSTAWIE I W GRANICACH PRAWA?

Dość powszechnie rozpowszechniony jest pogląd, że z punktu widzenia prawa wszystko to, co nie jest zabronione, jest dozwolone. Jeżeli takiemu stanowisku przyjrzymy się z punktu widzenia prawa, to okaże się, iż stanowisko jest uzasadnione, ale tylko w przypadku zwykłych obywateli i ich firm w stosunkach cywilno – prawnych. My możemy robić wszystko, czego nam prawo nie zabrania. Funkcjonariusze publiczni nie mogą działać samowolnie, muszą pracować na podstawie i w granicach prawa zgodnie z wymogami artykułu 7 Konstytucji.

Zgodnie z art. 84. Konstytucji ”Każdy ma obowiązek przestrzegania prawa Rzeczypospolitej Polskiej”. Skoro każdy, to logicznym jest, że funkcjonariusze publiczni w tym urzędnicy, policjanci, prokuratorzy, komornicy, sędziowie itd. również zobowiązani są do przestrzegania prawa. Bardzo
często do przesady mówi się o niezawisłości sędziowskiej, kompletnie pomijając odpowiedzialność sędziów za niedopełnianie obowiązków lub przekraczanie uprawnień, naruszanie prawa.
Przestępstwo jest przecież naruszaniem prawa, w tym ustaw.

Żeby było ciekawej w polskiej jakże chorej rzeczywistości, to Konstytucja w artykule 178. 1 rozstrzyga: ?Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji
oraz ustawom?. Przy każdej okazji, gdy zwraca się uwagę na nieprawidłowości w pracy sędziów, przeróżni funkcjonariusze publiczni, w tym między innymi prezesi sądów, Rzecznik Praw Obywatelskich, prokuratorzy i inne osoby natychmiast bronią sędziów poprzez niezawisłość, której przecież nie można mylić z przyzwoleniem do przestępczej działalności.
A my wróćmy na chwilę jeszcze do zacytowanego wyżej fragmentu ustawy zasadniczej (nadrzędnej wobec innego prawa), gdzie w tym samym zdaniu niezawisłość sędziowska umieszczona jest na identycznej pozycji, ma takie samo znaczenie prawne, jak podleganie sędziów Konstytucji i ustawom. Tylko niestety druga część zdania dotycząca podlegania sędziów Konstytucji i ustawom jest od lat konsekwentnie pomijana, zamilczana, lekceważona przez funkcjonariuszy publicznych.

To jest przykład niedopuszczalnego, wybiórczego stosowania prawa, gdzie wszyscy którzy powinni dbać o wyciąganie konsekwencji wobec sędziów nieprawidłowo wykonujących swoje obowiązki, lekceważących ustawy, by zabezpieczać prawa zwykłych obywateli, udają, że nie ma prawa, które jednoznacznie rozstrzyga, że sędziowie podlegają ustawom. Kilkanaście dni temu sędzia Sądu Rejonowego Lublin-Wschód w uzasadnieniu do postanowienia napisała, że terminy zawarte w ustawach ?są bowiem terminami instrukcyjnymi skierowanymi do sądu?.

Nawet nie wiem, co robić, jak czytam takie bzdury. Płakać czy się śmiać, a śmiech będzie przez ogromne łzy. O szacunku do ludzi i prawa trudno nawet pisać. Pani sędzi wydaje się, że obywatele uczestniczący w postępowaniach nie są obeznani z prawem, nie rozumieją czytanych tekstów? A może pani sędzia jest niedouczona lub nie potrafi czytać tekstów ze zrozumieniem , w tym Konstytucji? To jest oczywiście taki pierwszy z brzegu przykład, których wręcz są w Polsce miliony. Terminy dla obywateli są zawite i nie można ich przekraczać, a terminy wyznaczające czas rozstrzygania spraw przez sędziów instrukcyjne? Tylko pani sędzia niestety nie podała podstawy prawnej dla swojej radosnej twórczości, a z Konstytucji wynika jednoznacznie, że sędziowie podlegają Konstytucji i ustawom.

Zgodnie z prawem funkcjonariusze publiczni, w tym sędziowie powinni pracować na rzecz podnoszenia kultury prawnej. Teoretycznie i z punktu widzenia prawa patrząc oczywiście. Praktyka zaś rządzi się swoimi prawami, a raczej notorycznym naruszaniem prawa przez sporą część funkcjonariuszy publicznych, którzy są równiejsi od zwykłych obywateli wbrew wymogom Konstytucji, która w artykule 32 rozstrzyga:
?1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym
z jakiejkolwiek przyczyny?.
Według mnie przekładając na język praktyki zapisy ustaw znaczy, że jeżeli ja mam na dokonanie dowolnej czynności prawnej 7 dni, to muszę się do wymogu prawa dostosować, bo jak tego nie zrobię, to mi na przykład w sądzie nie uwzględnią żądania z powodu przekroczenia terminu. Z prawa wynika, że identycznie jest z sędziami. Jeżeli mają na dokonanie czynności 7 dni z możliwością wydłużenia do 30 dni, gdy pojawiają się jakieś trudności, to znaczy, że najpóźniej 30 dnia upływu terminu sędziowie muszą dokonać czynności, by nie został im postawiony zarzut niedopełnienia obowiązków, niedotrzymania terminu.

Słuchajcie, niestety wiem, jak jest. Nie interesują mnie jednak żadne tłumaczenia i proponuję byście Wy również przyjęli identyczne postawy. Tak jak obywatele nie tłumaczą się, tylko spełniają nałożone przez prawo wymogi formalno ? prawne, tak samo ze swoich obowiązków muszą wywiązywać się funkcjonariusze publiczni, w tym sędziowie, którym nawet powinno być wolno mniej, którzy powinni być wzorami do naśladowania.

To niestety sposób świadczenia pracy przez część sędziów powoduje, że jak powiedział jeden z podsłuchanych ministrów: polskie państwo istnieje tylko teoretycznie. Bo tylko w teoretycznym państwie, gdzie ludziom władzy wolno więcej, gdy część z nich nie posiada nawet minimum kompetencji merytorycznych i moralnych do zajmowania stanowisk w sferze publicznej, może panować taka pogarda funkcjonariuszy publicznych, czytaj naszych sług wobec obywateli, czytaj pracodawców tych, którzy nami gardzą.

Analiza obowiązującego prawa wskazuje, że prawo mocno ogranicza i dyscyplinuje ludzi reprezentujących władzę, oczywiście w ujęciu teoretycznym, bo w praktyce ze stosowaniem
i wykonywaniem prawa w sferze na styku z przedstawicielami samorządów, struktur państwa
i instytucji publicznych, sytuacja jest dramatyczna dla zwykłych, nieustosunkowanych obywateli.
Tylko w teoretycznym państwie, gdzie często sędziowie nie wykonują swoich obowiązków może trwać od lat proces wyniszczania ludzi, całych polskich rodzin i firm.

Ja mam swój ulubiony artykuł Konstytucji: 7. ?Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Na podjęcie jakiejkolwiek czynności przez urzędnika, prokuratora, komornika czy sędziego wyraźnie musi zezwalać prawo, które powinno być wskazywane w decyzjach, postanowieniach, orzeczeniach itp. Oni nie mogą korzystać z tak szerokiej wolności jak zwykli obywatele. Ludziom reprezentującym organy władzy publicznej niezbędne są przepisy prawa, aby mogli podjąć czynności. Działania funkcjonariuszy publicznych bez podstawy prawnej naruszają Konstytucję, są przestępstwem, powinny być ścigane przez odpowiednie służby zgodnie z artykułem 231 kodeksu karnego.

Obawiam się, że do świadomości zbyt wielu osób nie dociera, iż w przypadku podjęcia jakichkolwiek czynności wobec nich przez ludzi reprezentujących państwo, zawsze mają prawo żądać podstawy prawnej do wykonywanych czynności. Część osób niestety nadal nie potrafi wymagać od swoich służących lub zwyczajnie boi się. To, że funkcjonariusze publiczni mają nam służyć i to nie jest żadna łaska, uważam, że trzeba powtarzać systematycznie. To my jesteśmy ich pracodawcami, a swoich chlebodawców i pracę powinno się szanować.

Przy omawianiu tematu działania organów władzy publicznej, trzeba koniecznie sięgnąć do kodeksu postępowania administracyjnego. Z art. 5. punkt 3 wynika, że przez organy administracji publicznej – rozumie się między innymi centralne organy administracji rządowej, wojewodów, organy jednostek samorządu terytorialnego.

Zaś zgodnie z art. 6. Kodeksu postępowania administracyjnego ” Organy administracji publicznej działają na podstawie przepisów prawa”. Te zapisy prawa są również jednoznaczne. Tylko trzeba zacząć je stosować na skalę masową.

Po przedstawieniu argumentów w postaci wybranych artykułów Konstytucji i kodeksu postępowania administracyjnego, wątpliwości nie może budzić twierdzenie, że funkcjonariusze publiczni reprezentujący organy władzy publicznej, zobowiązani są działać na podstawie przepisów prawa. W Polsce prawo musi wyraźnie zezwalać na podjęcie czynności przez przedstawicieli organów władzy i instytucji publicznych. To tyle mówi teoria.

Potrzebne jest pospolite ruszenie

Niestety mamy ogromny problem ze stosowaniem i wykonywaniem prawa, z praktyczny brakiem odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych za sposoby świadczenia pracy.
By państwo istniało praktycznie a nie tylko teoretycznie, konieczne jest stosowanie, wykonywanie prawa, konieczne jest egzekwowanie odpowiedzialności nie tylko od zwykłych obywateli, ale i od funkcjonariuszy publicznych. Nawet odpowiedzialność od funkcjonariuszy publicznych powinna być egzekwowana w pierwszej kolejności.

Barbara Berecka

Posted in Demokracja i wolność, Demokracja po polsku, Edukacja obywatelska i edukacja przygotowująca do życia, Państwo prawa | Tagged , , , , , | Możliwość komentowania Podstawa prawna została wyłączona

Migranci wciąż przesuwają decyzję o powrocie do kraju. Obawiają się braku perspektyw w Polsce

Długotrwała tymczasowość – tak socjologowie nazywają stan, w którym czasem przez długie lata żyją Polacy migrujący zarobkowo za granicę. Decyzję o powrocie do kraju przesuwają, obawiając się m.in. braku pracy, niemożliwości zrobienia kariery czy niskich zarobków. – Niepokojące jest również to, że migruje coraz więcej młodych ludzi. Wyjeżdżają już również osoby bez kwalifikacji, bez znajomości języków obcych – mówi socjolog dr Danuta Berlińska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Opolskiego.

Według danych szacunkowych GUS z października 2013 r., z raportu o rozmiarach i kierunkach emigracji z Polski w latach 2004-2012, poza granicami w końcu 2012 r. czasowo przebywało 2,13 mln mieszkańców. Najwięcej – ok. 1,72 mln – w krajach UE.

Najpopularniejsze kierunki polskiej emigracji w UE to Wielka Brytania (gdzie wg szacunków było 637 tys. Polaków), Niemcy (500 tys.), Irlandia (118 tys.), Holandia i Włochy (po 97 tys.). Wyjeżdżano też do Norwegii (65 tys.), Francji (63 tys.), Belgii (48 tys.), Szwecji (38 tys.), Hiszpanii (37 tys.) i Austrii (28 tys.).

Socjolog dr Danuta Berlińska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Opolskiego przypomina, że największy wzrost migracji miał miejsce po akcesji Polski do UE w 2004 roku (w roku 2005 – o około 0,5 mln osób). Jednocześnie wyjazdów do pracy za granicą nie wyhamowały ani kryzys gospodarczy, ani np. negatywne nastroje społeczne wobec emigrantów w poszczególnych krajach UE.

Często wykonują prace, których mieszkańcy danych krajów podejmować nie chcą dr Danuta Berlińska
– Kryzysie w Europie i ujemny wzrost gospodarczy nie oznaczają, że nie ma zapotrzebowania na pracę migrantów. Często wykonują oni bowiem te prace, których mieszkańcy danych krajów podejmować nie chcą – mówi Berlińska.

Prowadzone przez socjolog badania wskazują, że decyzja o wyjeździe za granicę zazwycza związana jest z planowaniem – w przyszłości -powrotu. Drugi wniosek z badania brzmi: Polacy najczęściej wyjeżdżają z powodu niskich zarobków lub braku pracy.

– Zakładają sobie również, że zarobią np. na dom, czy na studia. Często okazuje się jednak, że gdy już osiągną zakładany cel, stawiają sobie nowy. Jeśli wyremontowałem dom, to chcę go wyposażyć, potem kupić samochód, a potem zarobić na studia dzieci – mówi Berlińska. Naukowcy nazwali to zjawisko „długotrwałą tymczasowości”.

Dużo trudniej jest wrócić tym, którzy ściągają za granicę partnerów lub zakładają tam rodziny i których dzieci idą tam do szkoły. Decyzję o powrocie – jak powiedziała dr Berlińska – opóźniają wszelkiego typu obawy: przed brakiem pracy w kraju, zbyt niskimi zarobkami, zbyt dużym fiskalizmem państwa – jeśli ktoś zakłada np. założenie firmy po powrocie.

Według socjolog do powrotu z emigracji nie przekonuje Polaków „stopniowe niwelowanie różnic między zarobkami w Polsce i innych krajach UE.” – Takie spłaszczanie różnic jest zauważalne np. między Polską a Niemcami – przekonuje Berlińska. – Dla migrantów ważna zaczyna być jakość życia. W prowadzonych podczas badań wywiadach często pojawiają się stwierdzenia, że życie za granicą jest łatwiejsze, mniej stresujące i odbywa się według bardziej czytelnych reguł. W Polsce migrantom przeszkadza m.in. fiskalizm czy przerost administracyjnych procedur. Wskazują też na wyższe ryzyko i niepewność życia – dodała.

Socjolog podkreśliła, że negatywne skutki wyjazdów zagranicznych: rozłąkę z rodziną, tęsknotę, wyobcowanie czy izolację społeczną – gdy np. brak jest znajomości języka – rekompensują wyższe zarobki i możliwość przesyłania ich do Polski. – Według szacunków Narodowego Banku Polskiego w ostatnich latach Polacy przekazują do kraju w ramach zagranicznych transferów finansowych około 17 mld złotych rocznie – wskazała naukowiec.

Bilans migracyjny jest ujemny

Migracje są zjawiskiem wahadłowym – ludzie wyjeżdżają i wracają do kraju. Z danych wynika jednak, że mniej z nich wraca. – Bilans migracyjny jest niestety ujemny. Z analizy niemieckich danych dotyczących migrantów wynika, że w 2013 roku wyjechało do pracy w Niemczech 184 tys. Polaków, a wróciło do Polski 110 tys. – wskazuje.

– Niepokojące jest również to, że migruje coraz więcej młodych ludzi. Z ubiegłorocznych badań CBOS wynika, że nie myśli o wyjeździe z kraju tylko 36 proc. osób w wieku od 18 do 24 lat. Pozostali badani stwierdzili, że albo już podjęli w tym kierunku jakieś działania, albo rozważają taką możliwość, albo zakładają, że jeśli nadarzy się okazja, to z niej skorzystają” – powiedziała.

Wzrósł odsetek migrantów bez kwalifikacji

Po wejściu Polski do UE znacznie wzrósł odsetek migrantów bez kwalifikacji oraz odsetek młodych migrantów. Wynika tak z brytyjskich danych z 2007 r.: odsetek Polaków wykonujących prace niewymagające kwalifikacji wzrósł z 11,6 proc. w 2000 roku do 41,6 proc. po akcesji Polski do UE. Według tych samych danych z 5 do 43 proc. wzrósł też w Wielkiej Brytanii odsetek Polaków w wieku 16-25 lat.

Dawniej wyjeżdżali głównie bardziej aktywni, znający język. Dziś wyjeżdżają także ci, którzy nie mają kwalifikacji dr Danuta Berlińska
– Procesy migracyjne same się napędzają. Dawniej wyjeżdżali głównie ci bardziej aktywni, znający język, którzy mogli sobie poradzić z załatwieniem formalności i funkcjonowaniem w obcym kraju. Dziś – w związku z otwarciem rynków pracy i istnieniem licznych agencji pracy – wyjeżdżają także ci, którzy nie znają języków i nie mają kwalifikacji – dodała socjolog z Uniwersytetu Opolskiego.

Zdaniem Berlińskiej migracji nie można zatrzymać, a jedynie nią zarządzać i tworzyć warunki, które skłaniałyby do powrotu. – Państwo powinno np. znieść możliwie dużo barier, które przeszkadzają przedsiębiorcom, tak aby mogły tworzyć się miejsca pracy; aby migranci po powrocie mogli zakładać firmy. Powinni spotkać się z życzliwym wsparciem urzędów i instytucji, ułatwiającym adaptację do życia w Polsce – ocenia.

(ks, msz)
Źródło: Wp.pl za PAP
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Migranci-wciaz-przesuwaja-decyzje-o-powrocie-do-kraju-Obawiaja-sie-braku-perspektyw-w-Polsce,wid,16750349,wiadomosc.html?ticaid=113133

Posted in Bez kategorii | Tagged , , , , , , | Możliwość komentowania Migranci wciąż przesuwają decyzję o powrocie do kraju. Obawiają się braku perspektyw w Polsce została wyłączona