Bezwzględny zakaz działania wbrew uchwałom Walnego Zebrania, Zarządu, Komisji Rewizyjnej, Sądu Koleżeńskiego

STOWARZYSZENIE PRZYGOTOWYWANE DO ROZWIĄZANIA

„Tworzenie stowarzyszeń przyjmujących zasadę bezwzględnego posłuszeństwa ich członków wobec władz stowarzyszenia jest zakazane” – artykuł 6. 1 ustawy prawo o stowarzyszeniach.

Materiał jest z serii: PANIE KRZYSZTOFIE ŻUK, PREZYDENCIE LUBLINA CZY PANU NIE JEST WSTYD, A MOŻE PANU PIOTRZE KOWALCZYK, PRZEWODNICZĄCY RADY MIASTA LUBLINA JEST PRZYNAJMNIEJ TROCHĘ WSTYD I WYCIĄGNIECIE PANOWIE NIE TYLKO WNIOSKI, ALE I KONSEKWENCJE, Z TEGO CO SIĘ STAŁO? CIEKAWA JESTEM, CO RADNI MIASTA LUBLINA POWIEDZĄ NA TO, KTÓRYCH PRZYNAJMNIEJ CZĘŚĆ RÓWNIEŻ NIE JEST BEZ WINY?

Zła wola i totalne poczucie bezkarności, bo w Polsce ciągle ogromnej części osób, która pracuje w sferze publicznej, wydaje się, że im wszytko wolno, że bezkarnie mogą gardzić ludźmi i prawem, intrygując, wykorzystując, a nawet wdeptując w ziemię zwykłych ludzi, dbając jedynie o interesy swoje i ludzi z kręgów towarzyskich, lokalnych oraz o szerszym zasięgu klik i koterii.

Drugi bardzo poważny problem, to brak odpowiednich, kompetencji i przeświadczenie, że ci nie ustosunkowani, często przez przedstawicieli władzy i samorządowców szargani, poniżani ludzie, nic nie kojarzą, nie znają prawa, nie rozumieją czytanego tekstu oraz nie potrafią faktów składać w logiczną całość. A tu okazuje się, że bywają niespodzianki. Nie dość, że zwykli ludzie miewają spore kompetencje, to co niektórzy mają już dość i działają.

Już pisałam: po co urzędnikom, sędziom, prokuratorom, policjantom, komornikom i innym funkcjonariuszom publicznym w Lublinie i innych miejscach Polski faktycznie niezależne organizacje pozarządowe, w tym stowarzyszenia w których pracują kompetentni, odważni, wymagający i wrażliwi ludzie?
Tacy co to nie jest im wszystko jedno, którzy nie są obojętni na demolowanie życia ludziom, dewastowanie czego się da w społecznościach lokalnych i kraju.

Bez takich grup obywatelskich, nie może być mowy, o demokratycznym państwie prawa. Gdzie obywatele, najlepiej poprzez formalne, zorganizowane grupy kontrolują ludzi władzy, a nie tylko co jakiś czas głosują, by legitymować działania tym, którzy w znacznej części mają ich daleko z tyłu.

Dobrze, wiem, co sobie myślicie. Jakie demokratyczne państwo prawa i do tego z autentycznymi, profesjonalnie działającymi, nie rozbijanymi od wewnątrz i poprzez ingerencję z zewnątrz organizacjami obywatelskimi. Większość zainteresowanych wie, że takich nie ma. Konfliktowanie, judzenie, napuszczanie jest rakiem, który zżera większość formalnych organizacji obywatelskich. To jest plaga nad którą nie sposób zapanować.

Znaczna część polskich funkcjonariuszy publicznych, nie jest zainteresowana podnoszeniem jakości świadczonych usług. Im jest wyjątkowo dobrze, tak jak jest. Oni kontroli boją się jak diabeł święconej wody. Dla większości z nich grupy obywatelskie, a w grupach sprawni, kompetentni liderzy, to jest wróg publiczny numer jeden. W grupach obywatelskich funkcje w zarządach i organach nadzoru powinni pełnić ludzie bierni, mierni ale wierni i usłużni, którymi da się sterować i manipulować, a którzy wobec kolejnych osób będą stosować podobne metody, będą ludzi wykorzystywać i wprowadzać w błąd.

W tym miejscu muszę zauważyć, że znane mi są osobiście postawy na które czekamy u większości funkcjonariuszy publicznych, co musimy również zauważać. Coś zaczyna pękać w lubelskich sądach, choć to co się dzieje w Sądzie Okręgowym, często poraża, woła o pomstę do nieba i nie ma nikogo, kto zajął by się patologiami, typu wynoszenie akt z sądy, ponoć celem przyśpieszenia postępowania, które nie powinno się toczyć, bo sprawa zależna jest od innego postępowania, które nie zostało zakończone, albo to, że sędziom można mówić i pisać w różnych miejscach, a oni nie słyszą i nie widzą w tekście, bo w sprawie dowody i prawo są bez znaczenia.

W sądach rejonowych trafiają się działania i orzeczenia na które czekają zwykli ludzie, tylko tej profesjonalnej, zgodnej z prawem i naszymi oczekiwaniami pracy jest ciągle za mało, o wiele za mało. Tak sobie często myślę, że sędziowie Sądu Apelacyjnego w Lublinie, gdyby była odpowiednia kontrola, gdyby były jasno sformułowane i w odpowiedni sposób egzekwowane oczekiwania społeczne wynikające z prawa i systemu rządzenia, to mogę się nawet założyć, że robili by co trzeba, skończyła by się loteryjność orzeczeń, że bywają bardzo profesjonalne wyroki i postanowienia, a na inne brakuje słów.

Z moich dość licznych obserwacji i osobistych doświadczeń, tych bardzo niedobrych również, wynika, że na tle ogromu niekompetencji polskich sędziów, większość sędziów Sądu Apelacyjnego w Lublinie prezentuje się dobrze. Sędziwie Sądu Apelacyjnego w większości znają prawo, co nie jest takie oczywiste wśród polskich sędziów. Potrzebne są tylko profesjonalne mechanizmy kontroli społecznej, by sędziowie ciągle pamiętali, że to oni sami poprzez swoją pracę wystawiają sobie oceny, chwalą samych siebie lub kompromitują. Chodzi o to, by te kompromitujące działania ujawniać i piętno?ać, by się im wspólnie przeciwstawiać.

Gdy pracownicy zatrudniani przez Krzysztofa Żuka, prezydenta Lublina wbrew prawu ustalali na nowo zarząd w stowarzyszeniu w trybie administracyjnym, są dowody na piśmie, lekceważyli dane zawarte w Krajowym Rejestrze Sądowym, mącili w stowarzyszeniu między innymi dopytując się pisemnie członków stowarzyszenia, co się dzieje w sądzie, dlaczego zaproponowane zmiany nie zostały wprowadzone, czego konsekwencją było śmieszne pismo skierowane do sądu przez dwie osoby ze stowarzyszenia, to sędziowie Sądu Apelacyjnego poinformowani o problemie, pozwolili działać wiceprezes na podstawie danych zawartych w KRS, które są prawomocne i obowiązujące, co zlekceważyli urzędnicy, za co powinni ponieść konsekwencje.

Słuchajcie, to jest bardzo ważna sprawa, dość unikatowa w skali kraju, jeżeli chodzi o poziom, profesjonalizm działania. Wiceprezes opracowała i wprowadziła w życie bardzo skuteczny sposób przystępowania stowarzyszenia do spraw sądowych po stronie osób poszkodowanych przez funkcjonariuszy publicznych. Są konkretne, wymierne efekty tej pracy w postaci orzeczeń sądowych, korzystnych orzeczeń. Nawet sędziowie tak bardzo krytykowanego przeze mnie Sądu Okręgowego w Lublinie bez zbędnych dyskusji, akceptowali udział stowarzyszenia po stronie zwykłych ludzi w postępowaniach sądowych.

Dla średnio rozgarniętego obywatela oczywistym jest, że takie działania należy tylko wspierać, propagować, przekazywać dalej informacje o nich i je rozszerzać, bo są bardzo potrzebne. Jest to jeden ze sposobów, który pomógł by w ucywilizowaniu pracy znacznej części polskich sędziów, którzy się kompletnie zagubili w tym, co robią. Ale to jest niestety tylko czysta teoria i oczekiwanie zwykłych ludzi, bo okazało się, że przedstawicieli lubelskiego samorządu nie interesuje zwykła, ludzka solidarność wyrażana poprzez grupę czy jakość pracy stowarzyszenia. Im jest gorzej w stowarzyszeniach, ze stowarzyszeniami, tym lepiej jest dla tych, którzy hołdują zasadzie, że funkcjonariusze publiczni są sami dla siebie i ludzi ze swoich grup towarzyskich. Bo tu jest Polska, dziki kraj, jak powiedział kiedyś były już minister. Im mniej odważni, sterowalni, niezbyt lotni intelektualnie na przykład członkowie zarządów stowarzyszeń, to przecież lepiej jest dla niekompetentnych, nieudolnych, zawistnych urzędników i samorządowców, którzy nie są w stanie konkurować na tak zwanym wolnym rynku w sferze publicznej z kompetentnymi, sprawnymi w działaniu ludźmi.

Przykład, bardzo proszę prosto z Lublina. Cytuję fragmenty maila z 9 października 2013 roku, a podanie daty jest celowe:
„Czy pismo od Stowarzyszenia w Twojej sprawie będziesz mogła przygotować i przynieść do Sądu, ja mogę go podpisać (oficjalnie jeszcze nie został rozpatrzona moja rezygnacja i w dokumentach KRS widnieję) …ale misja Stowarzyszenia jest dla mnie ciągle ważna…
Może nic nie umiem napisać do sądu, prokuratury itd. nie udzielam porad, nie angażuję się w tworzenie wielkich krajowych akcji, ani w politykę personalną ale wiem po co weszłam do Stowarzyszenia. Chciałam być z ludźmi z którymi razem będziemy się bronić przed niesprawiedliwym i nieprawnym postępowaniem urzędów i sądów”.

Ktoś może powiedzieć, że się czepiam, bo przecież kobieta chce pomagać, być z ludźmi. – A ja wtedy odpowiem tak: to niech pomaga, realizuje w bliżej nie określony sposób misje, może stojąc wśród publiczności na sali sądowej, co jest oczywiście ważne, oczekiwane.
Im większe są grupy obywatelskie, tym lepiej. Pełnienie każdej roli jest ważne, a nawet liderów, silnych osobowości w grupie nie może być zbyt wielu, bo nie będą w stanie ustalić strategi działania zespołu. Tylko widzicie, by stać w grupie, solidaryzować się z innymi, nie koniecznie trzeba zasiadać w zarządzie stowarzyszenia, które ma bardzo ambitne cele i plany, a jak się już jest członkiem zarządu, to trzeba faktycznie pracować, a nie intrygować, pozorować rezygnacje i je składać, a potem wbrew prawu pełnić funkcje, blokując pracę legalnej wiceprezes, która potrafi mówić i pisać, występuje przed sądami, współpracuje z przedstawicielami innych organizacji i potrafi zrobić jeszcze kilka innych rzeczy przydatnych w pracy stowarzyszenia, tylko nie potrafi się wtopić w tłum, nie bywa bezwzględnie posłuszna.

Do problemu podchodzę bardzo skrupulatnie, bo to jest sposób na porządkowanie polskich spraw. Musimy być dokładni i konsekwentni, byśmy nie musieli stąd wyjeżdżać, jak zrobiło już to wiele osób, bo tu bardzo często zwykły, nieustosunkowany człowiek jest bez szan, a ludziom władzy i samorządowcom, żyje się dobrze.

Obiecywałam kiedyś, że jak będzie taka potrzeba, to w materiałach na temat destrukcyjnych działań w stowarzyszeniach będą padały nazwiska. Jak widzicie nie zaczynam od ludzi ze stowarzyszenia, choć w związku z tym, co wczoraj odkryłam w tworzonym prawie w trakcie sporu, padnie pierwsze nazwisko, bo nadużycie jest nieprawdopodobne, muszą się wstydzić za nie konkretne osoby, które nie reagowały właściwie, gdy działo się źle. Gdyby faktycznie regulamin współpracy był prawomocny, na szczęście nie jest, to powinny być podjęte działania w kierunku rozwiązanie stowarzyszenia, czego wymaga prawo, do czego dopuścić nie można.

Ponieważ zgodnie z zacytowaną na początku ustawą prawo o stowarzyszeniach, tworzenie stowarzyszeń przyjmujących zasadę bezwzględnego posłuszeństwa ich członków wobec władz stowarzyszenia jest zakazane.

Zapewne większość osób ze stowarzyszenia z zapędami dyktatorskimi, nie podjęła by bezprawnych czynności, wręcz karygodnych działań, gdyby pracownicy nadzoru z Urzędu Miasta Lublina na początku, gdy pojawił się problem, zwrócili uwagę, że podjęta została naruszająca prawo uchwała, iż rezygnacje muszą być w odpowiedniej, w tym przypadku pisemnej formie, ani statut, ni polskie prawo nie przewidują cofnięcia rezygnacji, po jej doręczeniu. Nie doszło by do tego, że w stowarzyszeniu utworzyła się grupa trzymająca władzę, która chciała sobie stworzyć prawo w którym są jednoznaczne zapisy bezwzględnego posłuszeństwa wobec uchwał Walnego Zebrania, Zarządu, Komisji Rewizyjnej, Sądu Koleżeńskiego, gdyby pracownicy organu nadzoru w trakcie nasilającego się spory podjęli właściwe czynności, a nie biernie przyglądali się blokowaniu pracy wiceprezes, która protestowała przeciwko bezprawnym działaniom.

Gdy Paweł Rusiecki przewodniczący komisji rewizyjnej stowarzyszenia, pracownik spółki samorządowej miasta Lublina, pełniący zresztą w zakładzie pracy funkcję kierowniczą, nie był tak bierny, a jak już podejmował działania, nie stawał po stronie tych, którzy pogubili się kompletnie, to by nie doszło do całego ciągu bezprawnych działań.

Zwracam uwagę na fakt, gdzie pracuje Paweł Rusiecki, ponieważ uważam, że do pracy w spółkach samorządowych, pełnienia tam funkcji kierowniczych, potrzebna powinna być nienaganna postawa w trakcie działalności społecznej również. A nie sami zarabiają przyzwoite pieniądze w sferze publicznej i jeszcze im mało. Nam przeszkadzają między innymi poprzez pasywną postawę w organizowaniu się, byśmy mogli skuteczniej dochodzić swoich praw, byśmy mogli wspólnie wprowadzać zmiany na rzecz tworzenia warunków do życia i rozwoju, by mam i naszym dzieciom również było lepiej.

Nie dość, że bierne postawy utrudniają nam pracę, to jeszcze usiłują nas bezwzględnie sobie podporządkować. Uchwalają sobie regulaminy, w których wbrew prawu ustalają sobie bezwzględnie obwiązujące zakazy działania wbrew uchwałom Walnego Zebrania, Zarządu, Komisji Rewizyjnej, Sądu Koleżeńskiego.

Problem z sądami koleżeńskimi

To nic, że w brew prawu, ale za to za przyzwoleniem i zgodą organu nadzoru, który akceptuje próby bezwzględnego podporządkowywania sobie członków przez organy stowarzyszenia. Jaka demokracja i państwo prawa, takie działania samorządowców.
Zapraszam również do lektury II części materiału: Obowiązkiem jest wcześniejsze poinformowanie prezesa.

Barbara Berecka

This entry was posted in Bez kategorii, Demokracja i wolność, Samorządność i samorządy, współdziałanie i współpraca, Życie społeczno-polityczne and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink.