Wersal, to już był! Tak destabilizuje się bądź rozwala całkowicie pracę stowarzyszeń

PANIE KRZYSZTOFIE ŻUK, PREZYDENCIE LUBLINA CZY PANU NIE JEST WSTYD, A MOŻE PANU PIOTRZE KOWALCZYK, PRZEWODNICZĄCY RADY MIASTA LUBLINA JEST PRZYNAJMNIEJ TROCHĘ WSTYD I WYCIĄGNIECIE PANOWIE NIE TYLKO WNIOSKI, ALE I KONSEKWENCJE, Z TEGO CO SIĘ STAŁO? CIEKAWA JESTEM, CO RADNI MIASTA LUBLINA POWIEDZĄ NA TO, KTÓRYCH PRZYNAJMNIEJ CZĘŚĆ RÓWNIEŻ NIE JEST BEZ WINY?

Zacytuję bardzo obraźliwego maila, który został wysłany do różnych osób, by uświadomić czytelnikom, a przede wszystkim samym zainteresowanym, jakie bagno fundują organizującym się ludziom lubelscy samorządowcy, do jakiego poziomu sprowadzają pracę stowarzyszeń, by obrzydzić zwykłym obywatelom organizowanie się, by pozbywać się z grup obywatelskich odważnych, konsekwentnych i kompetentnych ludzi.

Słowa zacytowane poniżej, nigdy by zapewne nie zostały sformułowane w taki, a nie inny sposób. Szkalujący tekst nie zostałby rozesłany poprzez sieć do różnych osób, gdyby pracownicy UM Lubina nadzorujący działalność stowarzyszeń w imieniu prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka, szanowali ludzi i prawo, gdyby właściwie wypełniali swoje obowiązki, gdyby nie lekceważyli prawomocnych danych znajdujących się w Krajowym Rejestrze Sądowym i nie wprowadzali w błąd członków jednego ze stowarzyszeń, a w efekcie podburzali do bezprawnych działań.

Osłanianie kobiety, która w znacznym stopniu przyczyniła się do powstania niszczącego zamieszania, też było i jest niczego sobie. Najpierw było milczenie, a teraz śmieszne tłumaczenia, że owszem zrezygnowała z pracy zarządu, ale nadal może pełnić funkcję, bo jak zrozumiałam, to w sprawie obowiązujące prawo, w tym statut i kodeks cywilny są bez znaczenia, tylko liczy się zupełnie coś innego. W sumie nic nowego i dziwnego, tu po prostu tak jest i już. Jaka demokracja i państwo prawa, takie działania samorządowców.

Cytowany tekst oczywiście nigdy by nie powstał, gdyby radnym Rady Miasta Lublina zależało na rozwoju autentycznie oddolnych organizacji pozarządowych, gdyby lubelscy samorządowcy szanowali ludzi i byli wyczuleni na konieczność skrupulatnego przestrzegania prawa, gdyby prawidłowo kontrolowali pracę prezydenta i jego urzędników. Wiem, rozumiem, jestem niepoprawną idealistką, która obserwuje i wymaga, czepia się, zakłóca święty spokój przedstawicielom samorządu Lublina, wytyka wspieranie niewłaściwych, wręcz kompromitujących postaw oraz podejmowanie karygodnych działań.

Chciało by się inaczej, ale jest, jak jest. A skoro już jest jak jest, to mieszkańcy Lublina i okolicy, mieszkańcy Polski i internauci z różnych stron świata, powinni wiedzieć, do czego doprowadzają niedopuszczalne, naruszające prawo działania pracowników nadzoru nad stowarzyszeniami i akceptowanie takiego stanu rzeczy przez radnych, nie wypełnianie przez Radę Miasta Lublina należycie kontroli nad pracą prezydenta i urzędników UM Lublina.

Oczywistą oczywistością dla mnie jest i zapewne dla większości czytelników, bo tu jest Polska, gdzie urzędnicy mogą robić, co im się podoba i nikogo to już nie dziwi, że dane znajdujące się w KRS i fakt, że Sąd Rejestrowy sprawdzał część problemów na wniosek grupy, która uprawiała radosną twórczość, były i są dla przedstawicieli lubelskiego samorządu bez znaczenia. Oni mają swoje rozstrzygnięcia i tego się trzymają. Sądy sądami, a sprawiedliwość oraz racja przecież muszą być i tak po odpowiedniej stronie, ich stronie.

Nie bez przyczyny pojawia się pytanie: czy teraz rozstrzygnięcia sądu muszą być dostosowane do tego, czego oczekują przedstawiciele lubelskiego samorządu? Wypada mieć nadzieję, że sędziowie dalej nie ulegną presji, co jednak nie zmienia faktu, że pracownicy UM Lublina zamiast poczekać cierpliwie na rozstrzygnięcie sądu, poważnie traktując to, co jest w KRS, kierowali zapytania do członków Stowarzyszenia: co się dzieje w sądzie, a tak zwany zarząd, który zarządem nie jest, ponaglał sąd do dokonania zmian w KRS po upływie terminu na rozpatrzenie wniosku.

Czyżby nikt nie wpadł na to, że sąd powinien zbadać zgodność z prawem zgłaszanych zmian, że może rozpatrywać jedynie wnioski zgłoszone przez organa stowarzyszeń, które działają we właściwym składzie? Przecież poza sporem jest, że jedna z osób ciągle pracujących w zarządzie, zgodnie z polskim prawem ustąpiła z funkcji w zarządzie i grupa z jej udziałem jest towarzyską, a nie formalną wbrew temu co twierdzą sami zainteresowani i pracownicy UM Lublina. W sprawie jest dodatkowy problem, bo druga osoba wbrew twierdzeniom części członków zarządu i pracowników miasta Lublina nie złożyła podpisanej rezygnacji spełniającej wymogi formalno – prawne. Czy zwoływanie zebrań i nie powiadamianie o fakcie legalnego wiceprezesa, nie powoduje nieważności działań tak zwanego zarządu?

Czy Sąd Rejestrowy powinien prowadzić wymianę korespondencji z luźną grupą, która nie jest zarządem Stowarzyszenia? Czy tym bardziej powinien uwzględniać wnioski takiej grupy? Wieje grozą w czym uczestniczyli, do czego podburzali pracownicy UM Lublina. Smaku sprawie dodaje fakt, że przewodniczący komisji rewizyjnej, prezes i wiceprezes stowarzyszenia są pracownikami spółki samorządowej. Czy panowie w obawie przed utratą pracy nie zrobią co trzeba, by na wszelki wypadek nie narażać się samorządowcom, bądź przewodniczącemu komisji rewizyjnej, który w zakładzie pracy ma bardzo dobrą pozycję?

Słuchajcie, jak to jest możliwe, że pracownik spółki samorządowej, który pełni funkcję kierowniczą w zakładzie pracy, podejmuje się pracy w komisji rewizyjnej stowarzyszenia, przyjmuję funkcję przewodniczącego organu nadzoru, może być bardzo bierny i nie ma na to siły. Dlaczego temu panu nie zależy na opinii, że w zakładzie pracy i w mieście, wśród znajomych blokowanie pracy osobom aktywnym w stowarzyszeniu, potrzebującym pomocy może być źle widziane, źle odbierane? No tak, tu u nas w Polsce, w Lublinie liczą się w większości kliki i koterie, a przecież ludzie oddolnie organizujący się, często poszkodowani przez funkcjonariuszy publicznych, są nie koniecznie majętni, są spoza układów, to nie ma potrzeby się z nimi liczyć. Można nawet robić im na złość. Tu przecież dobrze i spokojnie ma się żyć wybranym. Służbowo w pracy bardzo biernemu przewodniczącemu komisji rewizyjnej podlega prezes stowarzyszenia. Tu jest Polska, tu po prostu tak jest, że osoby dobrze ustosunkowane i usytuowane lekceważą oraz ignorują pozostałych, a jak trzeba to i wykorzystują.

Czy zwróciliście kiedyś uwagę na to, że bierność osób funkcyjnych powoduje ogromne utrudnienia w działalności stowarzyszeń, faktycznie blokuje pracę grupy czyli bardzo szkodzi. Ale przecież nie ma sprawy według pracowników nadzoru nad stowarzyszeniami z Urzędu Miasta Lublina. Pracownicy spółek samorządowych, nawet ci pełniący funkcje kierownicze mogą szkodzić osobom organizującym się, by bronić swoich praw i nikomu z osób decyzyjnych, to nie przeszkadza, bo przecież syty głodnego nie musi rozumieć.

Co pana przewodniczącego komisji rewizyjnej stowarzyszenia, który zarabia kilka tysięcy złotych miesięcznie, mogą obchodzić ludzie, którzy próbują organizować się, by bronić swoich praw i wyją dosłownie z bezradności, gdy praca jest blokowana. Po co i do czego potrzebne jest pracownikowi spółki samorządowej członkostwo w takiej grupie, a szczególnie pełnienie funkcji, gdy faktycznie nie interesuje się pracą statutową, nie bierze udziału w akcjach prowadzonych przez stowarzyszenie?

Pan przewodniczący i tak robi łaskę, że nie zwraca uwagi, by nie przysyłać do niego maili, w sytuacji gdy nie ma do niego innego kontaktu, bo jednego z członków komisji rewizyjnej, który nie interesuje się niczym, drażnią nawet maile i sobie nie życzy. Nie będzie się przecież przewodniczący komisji rewizyjnej, któremu jest dobrze, zniżał, by odpowiadać na maile, np. członkowi zarządu. Tak Panie Prezydencie Żuk i inni samorządowcy, to dzieje się w Lublinie. Nadzór nad stowarzyszeniami nie reaguje na blokowanie rozwoju stowarzyszenia poprzez milczenie osób funkcyjnych. Prawa do samostanowienia nie można mylić z samowolą, naruszaniem praw innych poprzez destabilizowanie, blokowanie pracy innym.

Zamiast życzeń wesołych świąt, dedykuję lubelskim samorządowcom tekst, który na mnie zrobił ogromne wrażenie, ostatecznie i nieodwołalnie w moich oczach skompromitował autora. Życzę skupienia i zastanowienia w świąteczne i nie tylko dni. Życzę Wam Szanowni Włodarze miasta Lublina, byście po przeczytanego przeze mnie zacytowanego tekstu, zastanowili się nad tym, do czego doprowadziły bezprawne działania pracowników UM Lublina, o których informowany był prezydent i radni. Mam nadzieję, że jak się skupicie i bodaj chwilę pomyślicie, to dotrze do Was, że stanęliście przeciwko zgodnemu z prawem organizowaniu się obywateli. Stanęliście przeciwko bronieniu praw obywatelskich poprzez formalne grupy. Poparliście destrukcyjne, agresywne, bezprawne działania. Czas by zdać sobie z tego sprawę. To ja wytłuściłam w tekście słowa, które mi się szczególnie „spodobały”, poza tym tekst jest oryginalny, bez korekt. To jest wypowiedź po zapytaniu męża wiceprezes czy ktoś z członków stowarzyszenia ma coś przeciwko, by wiceprezes z ramienia grupy uczestniczyła w jego sprawie sądowej. Życzę miłej lektury:

„No dobrze,

Był wersal, (ale -jak mówił Lepper- już wersalu nie będzie) jakiego (skarży się malżeństwo prezesostwo) dobrze nie może zrozumieć to będzie język zrozumiały „łopatologiczny”.

Po co pytać takich jak ja tłumoków (do ktrych się nie ma zufania), skoro się co noc sypia z piękną wiceprezesiną to nikt inny nie potrzebny do wspierania i reprezentowania prawnego na sprawach jak tylko ONA.

I co tu jaśnie profesorowie prawa ptają jakąś tłuszczę oraz pospólstwo czyli chołotę.

Tymbardziej, iż prezesina jak ogłaszają caly czas jest sądowo-rejestrowo na wieki legalna (bo rejestr ją cały czas zatwierdza – wynika z aktualnego wyciągu).

O co więc pytać „członków” czy innych genitaliów jak się samemu wszystkie rozumy pozjadało a i wykształcenie najwybitniejsze (czoło wysokie wykształcenie niskie).

Słuszny brak zafania (tylko po co pytać nie godnych zaufania) bo jak się prezentuje taką uczciwość jak przy gremialnej dyskusji o zwrocie i wydaniu dokumentacji stowarzyszeniowej oraz geniuszu pisemnych wypocin to do takich jak ja oszustów nie warto mieć zaufania.

Owszem mam poufne informacje na temat pięknej wiceprezes, że ma zostać miss uniwersum i prezesiną SN (bo jak sama wychwalała się -na otwarciu nowego lokum Waszej firmy- propozycję wiceministra już miała) a rozważane jest powierzenie dożywotnio przewodnictwa ONZ. PUK, PUK, PUK w czerep!!!

Jeśli z mojego pisma miałyby wynikać obsesyjne podejrzenia wobec kogokolwiek a już najpiękniejszej i najmądrzejszej żony – prezesiny, to tylko u takich prostolinijnych jak …!

Skoro sąd rejestrowy wszystko zbadał to nad czym się zastanawiać trzeba działać wedle tych rozstrzygnięć rejestrowych zamiast wypytywać ciemniaków i nakręcać się.

Zawsze hołduję przysłowiu lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć i tak uważałem w tym przypadku od początku a krótki upływ czasu potwierdził gdy z wielkiej miłości została jeszcze większa „miłość inaczej”.

I nie onanizujcie się tak tytułami, urodą, gniuszem etc. bo widać tęsknotę jak się w życiu było nikim to trzeba aż do orgazmu uganiać się za blichtrem tych rzeczy.

… możesz sobie fachowo podyskutować ze specjalistą po fachu np. b. prezydentem Wałęsą bo ja ze swoją „nicością” nie jestem godzień tyle, iż ja nie pytam nikogo co mam robić a robię co sam uważam i takich jak Wy „stowarzyszonych” mam w „najgłębszym” poważaniu (trzymając jak najdalej można od świrów, nawiedzonych, nienawistników, „wojenek”, intryg, etc. etc.) towarzystwo dobieram sobie sam i nikomu się nie narzucam.

Owszem dysponuję tajemną wiedzą, że nie macie co robić tylko nakręcacie się i niedługo zesracie.

Jeśli w jakimś stowarzyszeniu tak źle to po jaką cholerę trzymać się jak rzep psiego ogona zamiast utworzyć własne najlepsze pod słońcem i na świecie??? ABRAMOWICE!

A ja z jakimkolwiek stowarzyszeniem mam tylko tyle (bo żadnej propozycji funkcyjnej nie chciałem) na ile mogę komuś konkretnemu potrzebującemu pomóc (do czego wcale mi niekonieczne stowarzyszenie, prezesinowanie, zarządy, radcostwo, i jakikolwiek blichtr -czy słoik miodu- tylko stwierdzenie człowieka „że tego nie wiedział, iż tak można i dziękuje za podpowiedź”).I nie muszę (jak inni szukający poparcia) schlebiać nikomu pytającemu a nawet mogę unosić się emocjami (nawet gdyby niesłusznymi) bo autentycznie robię to bezinteresowniea nie coś za coś i by zyskać poparcie. Proste jak budowa cepa!!!

Mam w dupie schlebianie sobie niby to ważnością dla świata tego co robię ( i takiegoż otrąbiania wszem oraz wobec) wmawiając jaki to jestem wielki. Mamo ja wariat kup mi komisariat, kup mi lotnisko bo samolot blisko.

Mnie wystarczy z boku popatrzeć jak się po wielkiej miłości okładacie po łbach i błotem gdzie tylko można itp.

A tu dałem się wciągnąć (chcąc kulturalnie wyłożyć sens swego widzenia w konkretnej kwestii oraz „zaczepiony”) w dysputę idiotyczną jaka nakręca. Dalszej już nie będzie. Do szkoły po pieniążki a do mamusi po baty. wjp” – koniec cytatu.

Dokładnie tak Szanowni Państwo, przedstawiciele lubelskiego samorządu, wspomniany przewodniczący komisji rewizyjnej stowarzyszenia oraz jednocześnie pracownik spółki samorządowej, szanowani przecież i poważani obywatele, stanęli właśnie po stronie takiego traktowania ludzi, takiego poziomu zachowania, a teraz powinno być im wstyd. Nie pomogły prośby i błagania kilku osób, by odciąć się od takich zachowań w stowarzyszeniu. Niewystarczające okazały się wszystkie używane argumenty. Skłócenie liderów grupy, celem zdestabilizowania pracy stowarzyszenia, okazało się być najważniejsze. Bo zadawanie się z tak zachowującymi się ludźmi, uświęcało cel postawiony sobie przez eleganckich i „kulturalnych” ludzi. Pozbycie się z grupy kobiety, którą błotem obrzucił autor tekstu, bo punktuje bardzo skutecznie funkcjonariuszy publicznych, jak mało kto, jest przecież jedynie słuszne i uzasadnione. To chyba oczywiste było i jest, że zgodnie z rozumowaniem osób, które nie chcą zmian w sposobie pracy polskich funkcjonariuszy publicznych, w tym samorządowców, że trzeba się kobiety z organizacji pozbyć nie przebierając w środkach, choćby pośrednio ingerując w pracę sądu. Przecież aktywnych, skutecznych ludzi w działaniu, trzeba odcinać od innych, by zostawali sami, by nie mieli zaplecza, by ograniczać im możliwości działania, by nie zakłócali ludziom władzy i samorządowcom świętego spokoju.

Tylko dzięki postawie sędziego Sądu Rejonowego Lublin – Wschód, Wydziału Gospodarczego nie uprawomocniło się przeniesienie siedziby stowarzyszenia do domu autora zacytowanego tekstu, który ma prawomocne wyroki za nieodpowiednie zachowanie się w obecności policjantów.
Tego też nie wiedzieli lubelscy samorządowcy i przewodniczący komisji rewizyjnej czyli organu nadzoru stowarzyszenia?

Wiem, że w Polsce jest skazanych wiele osób bezpodstawnie. Przepraszam Was, nie bierzcie moich słów do siebie. Ale to między innymi dla dobra wszystkich niesłusznie skazanych i tych, którym może się coś takiego przydarzyć, jest dążenie, by w grupach obywatelskich były oddzielane ziarna od plew. By członkami stowarzyszeń chcieli być z odpowiednimi kompetencjami merytorycznymi i moralnymi, powszechnie szanowani ludzie, by były to poważne osoby, które gdy upomną się o ludzi dochodzących swoich praw, to na przykład sędziowie będą ich poważnie traktowali, będą uwzględniali ich stanowiska.

Do napisania tego materiału, zmobilizowała mnie wypowiedź Janusza Wojciechowskiego europosła PiS, który mówił o dramacie Jana Ptaszyńskiego i jego rodziny, który przebywa w zakładzie karnym od lat, mimo że nikt mu nie udowodnił żadnej winy. Został skazany za okrutne morderstwo bez jakichkolwiek poszlak, o bezpośrednich dowodach nie wspominając.
Miałam okazję poznać siostrę Ptaszyńskiego i jego ciotkę. Nie trzeba o nic pytać. Na twarzach kobiet wypisane jest jakieś nieprawdopodobne zmęczenia, ból, upokorzenie i totalna bezradność. Gdy słowa Wojciechowskiego mi to wszystko przypomniały, to pomyślałam sobie, strach strachem, ale przecież można mieć potężne problemy również za nic, a bywa tak, że gdy robimy coś dobrego, to okoliczności nam sprzyjają. To dla wszystkich poszkodowanych przez funkcjonariuszy publicznych i tych którym się jeszcze nic złego nie przydarzyło, trzeba ujawniać wszystkie niedopuszczalne działania ludzi władzy i samorządowców, by przynajmniej ograniczyć ich niszczące działania, szkodzenie ludziom, doprowadzanie do kolejnych problemów a nawet rodzinnych dramatów.

Mam nadzieję, że po uważnym przeczytaniu zacytowanego tekstu i zastanowieniu się, mimo wszystko wszystkim lubelskim samorządowcom będzie bardzo wstyd i naprawią swoje błędy.

Niezorientowanych informuję, że Abramowice, to jest dzielnica Lublina, na terenie której znajduje się szpital psychiatryczny.

Zaś wiceprezes stowarzyszenia może przed sądem reprezentować w imieniu grupy nie tylko swojego małżonka, ale i samego siebie.

Jeżeli chodzi o tą bezinteresowność autora zacytowanego tekstu, to warto zauważyć, że miał być prezesem innego stowarzyszenia, które nie zostało zarejestrowane przez sąd, mimo dyskusji z sądem trwających wiele miesięcy, to teraz przydało by się przejąć już zarejestrowane stowarzyszenie, którego rejestracji dopilnowała osoba, która teraz słyszy, by sobie stworzyła swoje. Najpierw była tragikomedia przy rejestrowaniu stowarzyszenia, którego rejestracji odmówił sąd, a teraz jest tragikomedia w już zarejestrowanym przez inne osoby stowarzyszeniu.

„Mnie wystarczy z boku popatrzeć jak się po wielkiej miłości okładacie po łbach i błotem gdzie tylko można itp.”

„takich jak Wy „stowarzyszonych” mam w „najgłębszym” poważaniu”

Słowa te cytuję po raz kolejny, ku przestrodze dla przedstawicieli stowarzyszeń oraz do zastanowienia dla lubelskich samorządowców, którzy byli informowani o wcześniejszych podobnych, równie agresywnych zachowaniach i nie podjęli żadnych działań, by proceder ukrócić, a nawet zrobili sporo, by z zarządu, a później ze stowarzyszenia próbować usunąć osoby, które przeciwstawiły się takiemu poziomowi zachowania.
Problem z sądami koleżeńskimi
Bo wiecie co, ze stowarzyszeń nawet nie powinni odchodzić przyzwoici ludzie, tylko powinni je opuszczać ci, którzy przyszli do grup, by szkodzić, destabilizować i blokować pracę.

Barbara Berecka

This entry was posted in Bez kategorii, Demokracja i wolność, Demokracja po polsku, współdziałanie i współpraca, Życie społeczno-polityczne and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink.