Na stronie internetowej pusto, pusto, pusto i grupy przed sądami nie ma kto reprezentować!

EFEKTY TWÓRCZOŚCI PODGRUPY, CZYTAJ KLIKI ZE SKUTECZNOŚCIĄ PORÓWNYWALNĄ DO GANGU OLSENA, DZIAŁAJĄCEJ W RAMACH ZAREJESTROWANEJ ORGANIZACJI

Pomoc osobom poszkodowanym przez instytucje państwa polskiego, obiecywano dla samego obiecywania, a gdy zdesperowani, pracujący na rzecz grupy, zawiedzeni i zirytowani ludzie naciskali, to jak w pijanym widzie, część członków zarządu pytała: ale o co chodzi w sprawie, w której potrzebna jest pomoc? Co niektórym członkom, jakże dumnie brzmiącego z nazwy zarządu, wydawało się, że ludzi można czarować i zwodzić w nieskończoność, a co niektórym osobom zasiadającym w jakże dumnie brzmiącym z nazwy zarządzie w zasadzie wszystko wolno!

Mogą robić, co im się podoba, bo są członkami zarządu stowarzyszenia, co według niektórych daje prawo do nadużywania władzy, wywierania presji, manipulowania ludźmi, działania na zasadzie radosnej twórczości z pominięciem prawa. Pojawił się problem z rozumieniem wolności, która przecież nie jest nieograniczona, przy korzystaniu z której trzeba szanować prawa innych. Co niektórym się wydawało, że w grupie obywatelskiej nie obowiązuje prawo, bo zorganizowani obywatele mogą działać swobodnie. Tylko przy takim działaniu, niby w jaki sposób zabezpieczane były by konstytucyjne prawa członków grupy? Kto zbierze większą i bardziej hałaśliwą grupę decydował by o wszystkim. Toby dopiero była „demokracja” w wydaniu obywatelskim, że strach się nie bać!

Takie podejście do sprawy pozostaje w sprzeczności z ustawą prawo o stowarzyszeniach, w szczególności z artykułem 1. 1. „Obywatele polscy realizują prawo do zrzeszania się w stowarzyszeniach, zgodnie z przepisami Konstytucji oraz porządkiem prawnym określonym w ustawach”. Już z zacytowanego prawa wynika jednoznacznie, że nie może być samowolki. Uważam, że problem jest bardzo poważny i warto jeszcze trochę miejsca przeznaczyć na obowiązujące przepisy.

Ustawa prawo o stowarzyszeniach w artykule 1. 2. Wyraźnie określa, że „Prawo zrzeszania się w stowarzyszeniach może podlegać ograniczeniom przewidzianym jedynie przez ustawy, niezbędnym do zapewnienia interesów bezpieczeństwa państwowego lub porządku publicznego oraz ochrony zdrowia lub moralności publicznej albo ochrony i wolności innych osób”.
W tym miejscu szczególną uwagę chciała by zwrócić na wolność, której granicę wyznaczają między innymi prawa innych osób, które przecież zagwarantowane są w Konstytucji.
Nie da się przecież zapobiec dyskryminacji, różnemu traktowaniu obywateli, gdy w grupie będzie załatwianie spraw, np. z zakresu administracji, rozpatrywaniu skarg i wniosków na zasadzie radosnej twórczości. Bo niby co, koledze Tomkowi, który złożył wniosek zgodnie z oczekiwaniami zarządu, to odpowiemy na pismo następnego dnia od wpływu jego postulatów, a koleżance Zosi nie odpowiemy wcale, bo rzekomo nie wiążą nas żadne terminy, choć faktycznie nie mamy argumentów na obalenie uwag koleżanki, nic tylko ją można zamilczeć i dalej robić swoje? Tylko czy w takiej sytuacji prawa obywatelskie kobiety nie będą naruszane, czy nie będzie dyskryminowana w życiu społecznym, inaczej traktowana niż kolega Tomek? Zośka się czepia, chce przejrzeć jakieś dokumenty, uważa, że zarząd podjął uchwały bez podstawy prawnej – czy zamilczanie takiej postawy będzie zgodne z prawem i demokratycznym stylem rządzenia? Przecież zgodnie z Konstytucją artykuł 32. 2. „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym, lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Zaś artykuł 33. 1. Konstytucji rozstrzyga „Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym”. Jak równe prawa to równe. Dlatego w organizacjach społecznych również muszą funkcjonować mechanizmy prawne zabezpieczające faktyczną równość. Tak uważam i będę się upierać, bo w przeciwnym wypadku w grupach obywatelskich dyskryminacja by wręcz szalała, tak jak szaleje część członków stowarzyszenia, o którym piszę na czele z częścią jakże dumnie brzmiącego z nazwy zarządu.

Co ciekawe w ustawie prawo o stowarzyszeniach zwrócona jest uwaga na zdolność zarządu do działań prawnych. Zgodnie z artykułem 30. 1 ustawy: „Jeżeli stowarzyszenie nie posiada zarządu zdolnego do działań prawnych, sąd na wniosek organu nadzorującego lub z własnej inicjatywy, ustala dla niego kuratora”. Myślę, że przepis rozstrzyga jednoznacznie, że nie może być tak, by w zarządzie zasiadało towarzystwo wzajemnej adoracji, które nie ma pojęcia o prawie i jego stosowaniu. Z prawa jednoznacznie wynika, że formalnie zarejestrowanymi organizacjami muszą kierować osoby obeznane z prawem, zdolne do działań prawnych. Gdy formalnie zarejestrowaną grupą obywatelską zarządzają ludzie z niewystarczającymi kwalifikacjami zarówno merytorycznymi jak i moralnymi, to dużo nie trzeba, by ze stowarzyszenia działającego w segmencie na rzecz praworządności, były podejmowane próby usuwania z grupy osób domagających się stosowania prawa czyli faktycznie działań na rzecz praworządności. Tak może być, tak bywa, gdy rozumy śpią, a niekompetencje i emocje biorą górę.

Sposób posługiwania się pojęciem zarząd, przez część jego członków w opisywanej grupie, według mnie urósł do rangi śmieszności. Choć ja cięgle śmieję się przez ogromne łzy, bo ci niekompetentni, bez wyobraźni ludzie zdezorganizowali pracę grupy, popełniają błąd za błędem, szkodzą ludziom potrzebującym pomocy, ośmieszają stowarzyszenie między innymi przed funkcjonariuszami publicznymi. Normalnie brakuje słów na to, co robią! Zabrakło słów, bez znaczenia okazały się prośby, interwencje kilku osób, by przerwać niedopuszczalną sytuację, by odsunąć z aktywu osoby niekompetentne i bywa, że nie panujące nad tym, co robią i mówią. Bo złość, ocenianie działalności innych osób dla części jakże dumnie brzmiącego z nazwy zarządu, jest najważniejsza! Cele statutowe działalności grupy okazują się być bez znaczenia.

– A szacunek do ludzi i prawa? Może zapytań ktoś równie naiwny jak ja.
Jaki szacunek, jakie prawo? Wszelkie słowa i hasła jakie używali ci normalnie wybrańcy grupy, członkowie jakże dumnie brzmiącego z nazwy zarządu, były na pokaz, dla pozoru, by zrobić dobre wrażenie, przekonać ludzi do siebie.

Dobrze, wiem, że spora część osób, zwykłych członków stowarzyszenia i nie tylko bardzo poważnie traktowała postawione cele i zadania, bardzo poważnie traktowała ludzi i pracę na rzecz grupy.
I nadal zresztą tak jest, że część osób mimo nieprawdopodobnego zamieszania w stowarzyszeniu nie tylko czeka, ale i prosi o zaprzestanie sporu, przywrócenie normalnej pracy w grupie. Przecież terminy spraw biegną niezależnie od długości gniewu, dąsania się i pląsania prezesa oraz innych członków zarządu, którzy zapomnieli, po co pełnią funkcje, jakie powinny być priorytety działalności.

Jeden z członków stowarzyszenia mówił mi, że on w grupie nie jest dla zabawy i intrygowania. Jego interesuje praca na rzecz faktycznej praworządności, a poczynań części jakże dumnie brzmiącego z nazwy zarządu on nie rozumie. Są one według mojego rozmówcy pozbawione sensu i logiki, przeczą poprawnemu rozumowaniu i doświadczeniu życiowego.

Samym sobie wdzięczne jest już co najmniej kilka osób za to, że nie bywały na organizowanych w pośpiechu i w sposób emocjonalny zebraniach. Mówi się o bardzo aroganckich, chamskich zachowaniach, padających inwektywach, które zagłuszały nawoływania do spokoju, nagrywaniu uczestników spotkania, w tym nagrywaniu bez ostrzeżenia. Ciekawe czy znajdą się odpowiedzialni za wywoływane hucpy, którzy będą mieli cywilną odwagę przyznać się przed ludźmi i przeprosić za to, że wszystko działo się z ich inspiracji i za ich przyzwoleniem? O tych którzy podgrzewali atmosferę, zachowując się po chamsku, rzucali obelgami, zachowywali się jak ochroniarze prezesa, szkoda nawet pisać. Wypada jedynie zacząć pytać, co ci w większości mało zorientowani w życiu publicznym, rozemocjonowani ludzie robią w stowarzyszeniu, które działa w segmencie na rzecz praworządności? Po co oni tam są, jakie cele realizują? Komu i czemu służą, bo z tego co widać i słychać, nie służą ani ludziom ni praworządności.

Co tam ludzie i sprawy, które im uprzykrzają życie, a często nawet demolują. Przecież nie po to zadyma została sprowokowana, wywołana, by pomagać ludziom i zajmować się ważnymi sprawami. Zamieszanie zostało wywołane, by załatwić sprawy personalne, by zablokować pracę osobom, które nadawały jej ton.
Przepraszam bardzo, w tym miejscu zapytam zorientowanych czy przypadkiem nie ma problemów ze znalezieniem osoby, która pisze pisma urzędowe, która równie odważnie jak dotychczas jedna ze znaczących osób w grupie jest w stanie reprezentować grupę przed sądami? A kto teraz pisze dla grupy oryginalne, autorskie artykuły? Na przykład na stronie internetowej jest jakoś pusto, pusto, pusto!

Jeden z członków stowarzyszenia powiedział mi, że kopiować i przerzucać linki do obcych materiałów oraz obce materiały na stronę, to i on potrafi, choć nie jest członkiem, jakże dumnie brzmiącego z nazwy zarządu. W sądzie milcząc też może stać i staje jak jest taka potrzeba, w szeregach publiczności oczywiście. Ale przecież w pracy stowarzyszeń chodzi o znacznie więcej niż o kopiowanie tego, co zrobili, napisali czy stworzyli inni. Udział w rozprawach sądowych publiczności jest ważne, ale nie wystarczający, by skutecznie bronić praw ludzi poszkodowanych przez instytucje państwa polskiego. Udział przedstawicieli organizacji społecznej w postępowaniach, z którymi liczą się sędziowie, którzy potrafią skutecznie kontrolować pracę składów sędziowskich, wydaje się być bardzo ważny, wręcz bardzo oczekiwany i niezbędna. Organizacjom obywatelskim potrzebni są autentyczni, odważni, kreatywni liderzy, którzy mają kompetencje merytoryczne i moralne oraz odwagę, potrafią wypowiadać się publicznie, a nie potrafią głównie intrygować i wywoływać oraz odpowiednio podgrzewać wyniszczające organizacje pozarządowe spory.

W opisywanym stowarzyszeniu, stała się rzecz niesamowita! Sprowokowany konflikt, który według mnie obliczony był na wyeliminowanie z pracy prezesa i wiceprezes, bo zbyt dobrze im szło, zaczęli się z przedstawicielami stowarzyszenia liczyć funkcjonariusze publiczni, członkowie grupy przy wsparciu stowarzyszenia zaczęli przed sądami wygrywać sprawy, udało się przekształcić wyniszczający konflikt w merytoryczny spór o sposób dalszej działalności grupy.

Po jednej stronie jest jak najbardziej nasz lokalny, składający się z kilku osób „gang Olsena”, którego przedstawicielom sporo wymknęło się spod kontroli, którego przedstawiciele bardzo skutecznie podgrzewają zamieszanie lub zamilczają problemy, wręcz uniemożliwiają pracę, łamią prawo, wydają uchwały, których później nie mają odwagi przekazać osobom zainteresowanym, bo te ich śmieszne i groźne jednocześnie wypociny, nie mają podstaw prawnych w statucie.
A po drugiej stronie jest grupa, która wskazuje błąd za błędem oraz domaga się szacunku do ludzi i stosowania prawa. To są przecież przejawy dwóch przeciwstawnych sposobów działania i pracy. To są dwie bardzo różne wizje zarządzania, kierowania grupą.
Tylko tu jest Polska i możliwy jest każdy finał sprawy. Tu przecież ciągle w większości w sferze publicznej prym wiodą niekompetentni cwaniacy i hochsztaplerzy.

Słuchajcie, chyba każdy kto działa autentycznie na rzecz praworządności, miewa takie trudne momenty, gdy człowiek ma ochotę rzucić wszystko i chce uciekać może gdzieś nawet na koniec świata, bo tu z racji dość powszechnego bezprawia, nie daje się pracować, działać i żyć! Są ludzie, którzy nie potrafią się gniewać godzinami, a co dopiero dniami, tygodniami czy miesiącami. Nie akceptują agresji w różnej formie, słownej również. W opisywanej grupie ludzie, którzy praktycznie od początku nawoływali do spokoju, byli zagłuszani przez jazgocącą grupkę, na wyciszenie której nie znaleźli sposobu, bo złość i ambicje są tak duże, a złość trzyma wyjątkowo mocno i długo!
W pewnym momencie w grupie, która cały czas była gotowa do rozmów z użyciem argumentów, ludzie zaczęli pytać samych siebie. Co my tu w ogóle robimy, pośród tych którzy zachowują się w sposób niedopuszczalny, po chamsku? Ale bardzo szybko przyszła refleksja, że ucieczka nie jest rozwiązaniem. Przydało by się uspokoić sytuację i przywrócić normalną pracę i rangę stowarzyszeniu.
Niech wreszcie zaczną z organizacji obywatelskich uciekać osoby, które w różny sposób szkodzą ludziom i zespołom, a poprzez demolowanie pracy w autentycznych organizacjach obywatelskich, szkodzą społecznościom lokalnym i krajowi.

Ponieważ grupka osób domagających się praworządności jest znacząca. Nie można tego marnować, poddawać się. Ludzie zaczęli mówić, że trzeba korzystać z możliwości, jakie daje prawo. Liderka grupy, która była gotowa do rozmów i domaga się praworządności, zaczęła dochodzić swoich praw. Niech sobie organizują zebrania i je nawet nagrywają! Korespondencję też mogą blokować, choćby przesyłanie maili. To wszystko świadczy tylko o ich słabości. Skoro muszą, to przykro i trudno, ale niech tak też będzie. Jak chcą mieć cyrk, to przecież nikt im go nie zabroni, sobie urządzać. Nad rozemocjonowaną, zagubioną grupą, kliką, która działa w ramach legalnie zarejestrowanego stowarzyszenia, można było zapanować jedynie próbując sprawy załatwić poprzez pisma.

Słuchajcie, niezależnie od tego, jak całe zamieszanie się zakończy, bo tu jest Polska i wszystko jest możliwe, pisemna forma wymiany stanowisk, okazała się idealna do demaskowania naszego, lokalnego „gangu Olsena”, który działa w ramach stowarzyszenia.

To, że robili zadymy i nie pilnowali terminów wyszło na światło dzienne wręcz idealnie. Im się wydawało, że na pisma członków grupy w zasadzie nie muszą odpowiadać i nie odpowiadali, bo nie mają przecież żadnych terminów według ich rozumowania. Takie stanowisko nawet przedstawili w mailu z informacją, którzy członkowie jakże dumnie brzmiącego z nazwy zarządu, tak uważają. To, że w stowarzyszeniach może być swoboda w rozpatrywaniu wniosków i skarg, uważam, że jest kompletną bzdurą.
Zgodnie z artykułem 2 kodeksu postępowania administracyjnego: „Kodeks postępowania administracyjnego normuje ponadto postępowanie w sprawie skarg i wniosków (Dział VIII) przed organami państwowymi, organami jednostek samorządu terytorialnego oraz przed organami organizacji społecznych”. Stosowanie kodeksu administracyjnego w tym zakresie ma uzasadnienie w związku z koniecznością przeciwdziałania naruszaniu praw obywatelskich w życiu społecznym, w tym zabezpieczenia równego traktowania obywateli, przeciwdziałania dyskryminacji.

Myślę, że to jest dobra wiadomość dla wszystkich członków organizacji społecznych, którzy może nie interesują się prawem zbyt mocno, którzy często w swoich grupach nie radzili sobie do tej pory z nadużywaniem władzy przez innych w organizacjach społecznych. Dla wszystkich osób, które zasiadają we wszystkich organach grup obywatelskich, powinien być nie tylko prestiż, ale muszą być i obowiązki. Na nadużywanie pełnionych funkcji, władzy wobec innych osób nie powinno być miejsca. Uważam, że dla niezależnie jak dumnie brzmiących z nazwy zarządów, powinny być takie same prawa jak dla innych obywateli oraz przede wszystkim są obowiązki, między innymi odpowiadania w odpowiednim czasie i trybie na skargi i wnioski członków grup.

Wiem, że nie można nadmiernie biurokratyzować pracy społecznej, ale jednocześnie ludzi trzeba wdrażać do skutecznego dochodzenia swoich spraw. Uważam, że lepiej ewentualne problemy rozwiązywać poprzez pisma, na spokojnie, niż zwoływać zebrania, doprowadzać do pyskówek, agresji słownej, wywoływać konflikty, które hamują pracę, dezintegrują grupę.
Formalne organizacje pozarządowe działające na rzecz praworządności uważam, że powinny być grupami wzajemnego wspierania się w dochodzeniu swoich praw, muszą być również miejscami kształtowania aktywnych postaw obywatelskich, w których szanowani są ludzie i prawo.

Tym, którym nie jest wszystko jedno z punktu widzenia aktywności obywatelskiej, potencjału społecznego w Polsce jest bardzo smutno delikatnie określając, gdy patrzą na stronę internetową stowarzyszenia na której jest pusto, pusto, pusto. Brakuje oryginalnych artykułów na temat ważnych spraw, które wcześniej były jednym z rozpoznawalnych elementów grupy, na której informacja o składzie zarządu jest niezgodna z wpisem w KRS i stanem faktycznym. Żądna złość nie może usprawiedliwiać działania z naruszeniem prawa, dezinformowania ludzi, a po koleżeńsku pewne osoby nie mogą pracować w zarządach organizacji pozarządowych, tylko dlatego, że są dyspozycyjne wobec głównych zadymiarzy, gdy złożyły spełniające warunki formalno – prawne rezygnacje, które faktycznie powinny doprowadzić do skutecznego ustąpienia z pełnionych funkcji z punktu widzenia polskiego prawa. Nie może dalej być w cenie stanowisko, że to nic, iż mierni, ale za to dyspozycyjni i wierni.

Zbliżając się do końca materiału, myślę, że warto zacytować fragment przedstawionego na piśmie stanowiska niezależnego obserwatora tego, co dzieje się w grupie, by pobudzić samodzielne myślenie i wyciąganie wniosków. Cytat wydaje mi się, że powinien być również przedstawiony, ku przestrodze rozemocjonowanym ludziom, którzy zapominają o szacunku do innych ludzi i respektowaniu obowiązującego prawa:
„Kompetencje takie posiadają przede wszystkim: prokurator i sąd powszechny. Biorąc zatem pod uwagę podniesione (…) zarzuty (…), słusznym, jak się wydaje, byłoby skierowanie ich na drogę właściwego postępowania”.

To jest bardzo smutne i straszne jednocześnie, że ludziom którzy deklarują, iż działają na rzecz praworządności, którzy chcą rozliczać funkcjonariuszy publicznych, których powinna cechować między innymi umiejętność sprawnego rozwiązywania konfliktów, którzy reprezentują jakże dumnie z nazwy brzmiący zarząd, po prośbach członków stowarzyszenia i nie tylko, by przerwać spór oraz po takich nawet słowach obserwatora z zewnątrz nie przyszło opamiętanie, nie byli gotowi dobrowolnie naprawić wyrządzonych szkód oraz krzywd i popełnionych błędów, tylko gotowi są na dalsze kompromitowanie grupy, tym razem ewentualnie przed prokuratorami lub sędziami. Nie potrafili usiąść, by rozmawiać używając argumentów, by uspokoić sytuację w grupie i praktycznie wznowić pracę stowarzyszenia, po który na dzień dzisiejszy pozostały tylko zgliszcza.

By przywrócić rangę grupie, wymieniona powinna zostać większa część zarządu, bo część jego członków wykazała się nieprawdopodobną ignorancją wobec ludzi i prawa oraz cechuje ich nieprawdopodobna złość, nie do ogarnięcia złość bez elementarnej woli i elementarnych umiejętności rozwiązywania konfliktów.
Członkowie komisji rewizyjnej milczeli pięknie. Poprzez co udowodnili, że kompletnie nie mają kwalifikacji do zasiadania w organie nadzory stowarzyszenia. Sąd koleżeński, nawet jeden z jego członków próbował nawoływać do spokoju, podczas gdy drugi natychmiast go zakrzyczał, a trzeci robił za ochroniarza prezesa, podczas gdy jego żona pięknie milczała pełniąc funkcję w komisji rewizyjnej.
Słuchajcie, to jest niesamowite z tym małżeństwem, którego mąż jest członkiem sądu koleżeńskiego, a żona komisji rewizyjnej i oczywiście dzielnie zabezpieczają tyły naszemu lokalnemu gangowi Olsena, jakże dumnie brzmiącemu z nazwy zarządowi. Co oczywiście narusza statut. Młodzi ludzie przyjęli funkcje w sytuacji, gdy większość nie znała ich powiązania osobistego, co mogło zostać przeoczone przez tych, co ich znali. Żadne z tych młodych ludzi, małżonków, którzy tak ochoczo przyjęli pełnienie funkcji w stowarzyszeniu działającym w segmencie na rzecz praworządności, nie pofatygowało się, by przeczytać statut. Chyba niczym nadzwyczajnym nie jest oczekiwanie, by ludzie w pierwszej kolejności kontrolowali samych siebie, zanim będą grzmieć groźnie, że będą kontrolować i rozliczać funkcjonariuszy publicznych.

Co to jest dyskryminacja?

W tej konkretnej sytuacji, chyba tylko po to, by stare kliki i koterie zastąpić nowymi. Ale może nie będzie aż tak źle. Widać, że znaczna część Polaków zaczyna oburzać się na obecny stan rzeczy w Polsce. Spora część osób ma już zwyczajnie dość chorych sposobów rządzenia i zarządzania grupami obywatelskimi. A to, że grupy przed sądami nie ma kto reprezentować, a na stronie internetowej jest pusto, pusto, pusto pozwoli członkom stowarzyszenia odpowiednio podsumować ostatni kwartał pracy w kończącym się roku. W nowym roku może nastąpi nowe otwarcie pracy grupy, którą po cichu i z własnej inicjatywy opuszczą ci, którym nigdy nie zależało na pomocy ludziom i rozwoju stowarzyszenia.

Barbara Berecka

This entry was posted in Bez kategorii, Demokracja i wolność, Demokracja po polsku, Dyskusje społeczno - polityczne, Komentujemy na bieżąco and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink.