Wołanie o zmiany w polskiej oświacie

SZKOLNICTWO POWINNO BYĆ BLIŻEJ PRAWDZIWEGO ŻYCIA

Tu w stronie o tym, że formalnie duża liczba osób zdobywa przeróżne świadectwa i dyplomy ukończeń szkół oraz uczelni, z czego nic nie wynika, pisałam już nie raz. Polskie szkolnictwo w swej większości służy samo sobie i pracującym tam ludziom. Liczba osób, która legitymuje się dokumentami potwierdzającymi uzyskania wykształcenia nie ma pozytywnego wpływu na rozwój społeczności i gospodarki.

Jesteśmy w znacznej większości ogromną masą zmanipulowanych ludzi, która jest lękliwa, boi się wyrażać swojego zdania, jest bardzo podatna na manipulację. Mamy bardzo słabą gospodarkę, ogrom zapóźnień technologicznych.

”profesor Jan Hartman na łamach „Gazety Wyborczej” krytykuje obecny system edukacji. „Pojęcia, z jakimi wypuszcza się naszą młodzież w świat, mają się tak do współczesnego stanu ducha jak siedemnastowieczne postscholastyczne gimnazja jezuickie do życia umysłowego w kręgach Galileusza i Kartezjusza. Tego się nie da zreformować. To trzeba po prostu zamknąć” – pisze w mocnych słowach. Dodaje, że „program naszych szkół to breja ulepiona z przypadkowych i mało pożywnych składników”.

tekście opublikowanym w „Gazecie”, prof. Jan Hartman podkreśla, że „mówi się, że szkoły i uczelnie uczą nieważnych i niepraktycznych rzeczy, a w dodatku robią to źle”. „Z tego powodu absolwenci nie mogą znaleźć pracy lub znajdują pracę marną, bo pracodawca młodych nie szanuje. Wolałby zamiast lewych magistrów prawych majstrów. Inni mówią, że te tłumy magistrów mają mimo wszystko dużą przewagę nad niemagistrami, odbierając im wszelkie szanse. Wszystko to są półprawdy” – dodaje.

Profesor zaznacza, że „szkolnictwo powszechne w obecnym kształcie jest dziewiętnastowiecznym przeżytkiem”. „Kulturowym i politycznym. Jeśli działa do dziś, to tylko mocą biurokratycznej inercji i obezwładniającej hipokryzji. Machina szkolna produkuje bowiem nie tylko zastępy nauczycieli, urzędników oraz, rzecz jasna, absolwentów szkół, lecz również narkotyzującą propagandę własnych sukcesów” – zaznacza.

Prof. Jan Hartman twierdzi również, że „program naszych szkół to breja ulepiona z przypadkowych i mało pożywnych składników”.

Kolejne mocne słowa profesora Hartmana

To nie pierwsze tak ostre słowa prof. Hartmana na temat polskiej edukacji. Prof. Jan Hartman w najnowszym wydaniu „Polityki” nie szczędził krytycznych słów w sprawie sytuacji studentów i wykładowców na polskich uczelniach. Filozof zaznaczył nawet, że był „profestytutką”, ale zdecydował się na zmianę swojego zajęcia.

Publicysta tygodnika pisze, że na uczelniach „wykształconych i myślących studentów” nie ubyło. ? Tylko że występują w rozproszeniu, ukryci w tłumie wlewającym się z ulicy ? zaznacza.

Hartman w „Polityce”: byłem profestytutką

Podkreśla, iż dawniej również „prości ludzie” szli masowo na studia, ale wtedy „kazało im się czytać 50 stron dziennie i robiło ze dwa porządne egzaminy”. Hartman ubolewa, że dzisiaj tego nie ma. – Baranem wchodzisz, baranem wychodzisz. Żadna siła tego nie zmieni, bo student nasz pan ? konkluduje” – źródło Onet.pl.

To, że jest bardzo źle dla mnie jest również bardzo oczywiste.
Rację ma profesor, że obecnego systemu nie da się zreformować. Będzie ogromny problem z budowaniem systemu szkolnego przystającego do życia, opartego na zupełnie nowej filozofii. Nie bardzo wiem, kto to miałby zrobić. Kompetencje zarówno moralne jak i merytoryczne znacznej części ludzi zatrudnionych w oświacie są bardzo często dość wątpliwe. Ci którzy są pracowici, mają odwagę i pomysły często nie znajdują zrozumienia w środowisku, zawyżają poziom i są co najwyżej tolerowani.

Największy problem jest jednak w niedocenianiu w Polsce znaczenia oświaty tak dla życia społeczno – politycznego jak i dla gospodarki. Ogromny problem jest w braku zgody politycznej na dostosowanie kształcenia do potrzeb prawdziwego życia, w tym pracy.

W ramach pracy w ruchu stowarzyszeniowym udało nam się przynajmniej zapoczątkować prowadzenie edukacji obywatelskiej, w tym edukacji prawnej. Jako inicjatorka pomysłu zajęcia się edukacją obywatelską zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Mimo ogólnej dość nieprzyjaznej atmosfery, sporej ilości niechęci na początku, udało się pozyskać sporo sojuszników. O znaczeniu edukacji obywatelskiej rozmawiamy na spotkaniach z ludźmi w ramach ruchu stowarzyszeniowego, zamieściliśmy sporo materiałów w sieci. Stowarzyszenie Niepokonani 2012 zdecydowało się na wygospodarowanie miejsca na rubrykę edukacji prawnej w swoim miesięczniku „Raptularz”, gdzie mam zaszczyt przedstawiać swoje stanowisko w sprawie.
Zdanie, które kiedyś napisałam w Iskrze1.pl, które postanowiliśmy wykorzystać jako hasło, myśl przewodnią Kampanii Edukacji Obywatelskiej: „Szacunek do ludzi i prawa powinien być fundamentem, na którym budowane jest państwo”, żyje już swoim życiem, bywa pokazywane przez media. Myślę, że jest przesłaniem, które wskazuje w jakim kierunku zmierzamy.

Uważam, że podobnie trzeba próbować rozniecać iskry w innych sferach oświaty i je rozrzucać po kraju. Wspierając kompetentnych pasjonatów, którzy mają pomysły i wizje, a jednocześnie mocno stąpają po ziemi, znają prawdziwe życie i potrzeby w dziedzinie którą się zajmują.

„Nie ma większego bogactwa w narodzie nad światłych obywateli”

Słuchajcie, to jest wołanie o naprawę Polski poprzez kształcenie, poprzez odpowiednio wspomaganą pracę nad sobą. Radosna twórczość, lękliwość, podatność na manipulację i niestety często lenistwo, które bardzo szkodzi szkolnictwu stoją na drodze do rozwoju Polaków i Polski, podniesienia poziomu życia. Powinniśmy usiłować taki stan rzeczy przerwać tu i teraz.

Barbara Berecka

This entry was posted in Dyskusje społeczno - polityczne, Edukacja obywatelska i edukacja przygotowująca do życia, Kampania Edukacji Obywatelskiej and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink.