„Protest głodowy – bronimy polskiej szkoły”

PO ROZMOWIE Z KARDYNAŁEM DZIWISZEM PROTEST ZOSTAŁ CHWILOWO ZAWIESZONY

Z informacji przekazywanych przez różne media wynika, że w sobotę głodówkę rozpocznie nowa grupa osób.

”W Polsce po 1990 roku przyjęto pewien model rozwoju państwa, w którym lepiej gdy społeczeństwo nie jest dobrze wykształcone, nie jest poinformowane, nie potrafi podejmować świadomych wyborów – mówią byli opozycjoniści protestujący przeciwko zmianom w programach nauczania. INTERIA.PL udało się z nimi porozmawiać w 10. dniu głodówki.

Jest środa, krótko po godzinie 10. Krakowskie Dębniki. Wchodzimy do oratorium Kościoła św. Stanisława Kostki. Prowadzi nas żółta strzałka „Protest”. Schodzimy w dół. W korytarzu ciemno. Na szczęście nie musimy długo szukać. Tuż po prawej drzwi z napisem „głodówka”. Wewnątrz kilku mężczyzn. Bogusław Kostka Dąbrowa, Leszek Jaranowski, Adam Kalita, Ryszard Majdzik. Do 9. dnia protestu był jeszcze Marian Stach. Leżą na prowizorycznych łóżkach, siedzą przy komputerach, rozmawiają przez telefon. W pokoju raczej cicho. Widać, że głodówka odcisnęła już swoje piętno na zdrowiu protestujących.

Witamy się z Adamem Kalitą. To z nim umawialiśmy wywiad. Głos ma słaby, mówi wolno, ruchom brakuje żywiołowości. Prosi żeby poczekać jeszcze na kolegę – Grzegorza Surdy.

Zatem czekamy. Jest chwila, żeby się rozejrzeć. Do pokoju wpada niewiele dziennego światła. Kilka okien tuż pod sufitem jest przesłoniętych. Pod jedną ścianą rząd łóżek. Na ścianie do tablicy przyczepione zdjęcia. Pewnie rodzin. Obok wielki napis „Solidarność”. Pod drugą, szafy i dwa stoliki. Na nich włączone laptopy. Wszędzie butelki z wodą mineralną i książki. Na ścianach plakaty z informacjami o proteście. W kilku miejscach naklejki „Walczymy o polską szkołę”. Nad tym wszystkim wisi biało-czerwona flaga. Ktoś czyta, ktoś sprawdza, co o głodówce pisze się w mediach, ktoś uzupełnia „Napłotnik” dokumentujący każdy dzień protestu. Przed wejściem zauważyliśmy, że zatrzymał się na 8. dniu” – źródło Interia.pl.

Cały materiał

Demokracji nie można mylić z anarchią, arogancją władzy i nadużywaniem wszelkiego rodzaju protestów. Bardzo źle się dzieje, gdy pojawiają się różnice zdań i nie dochodzi najpierw do dialogu, szukania rozwiązań dobrych dla ludzi i kraju. Nikt zwykłych ludzi nie słucha, nikt się z ich zdaniem nie liczy.

W zakresie edukacji po zmianie władzy prowadzono w zasadzie ustawiczne reformy strukturalne, tworzono masę różnego rodzaju prawa, które nie bardzo wiadomo komu i do czego jest potrzebne?
Radosna twórczość poszczególnych ekip rządzących doprowadziła do tego, że mamy masę osób legitymujących się ukończeniem przeróżnych szkół, uczelni i kursów, a jednocześnie dysponujemy w znacznej większości ogromną liczbę osób nie przygotowanych do życia i pracy zawodowej, mamy ogromną masę nie świadomych swoich praw, zalęknionych obywateli, którzy pozwalają sobą i swoimi rodzinami manipulować na różne sposoby.

Nie wiem skąd bierze się przekonanie, że wszystko i koniecznie, ustawicznie trzeba regulować poprzez prawo, które do tego trzeba jeszcze bardzo często zmieniać.

To jest zupełnie nie wykonalne, by sterowany odgórnie, zniewolony poprzez prawo nauczyciel był w stanie wychowywać samodzielnych, aktywnych i światłych obywateli, którzy będą odnajdowali się na rynku pracy, będą potrafili przejmować odpowiedzialność za siebie, swoją rodzinę, środowisko lokalne i kraj.

O czym ja tu piszę – jakie wychowanie? Ostatnie ponad dwadzieścia lat w polskich szkołach głównie uczono rzeczy często nie bardzo wiadomo komu i do czego potrzebnych, wręcz zbędnych.
W polskim systemie szkolnym po okresie przemian politycznych zabrakło wręcz miejsca na wychowanie, wspomaganie rozwoju osobowości, ćwiczenie siły woli i charakteru, kształtowanie postaw obywatelskich.

Ostatnie lata naznaczone są biurokratyzacją i przyspieszoną degradacją polskiego szkolnictwa.
Mnie się ciągle serce kraje na myśl o zlikwidowanych i dalej likwidowanych małych wiejskich szkołach, które pełniły bardzo ważne funkcje w środowiskach lokalnych. Były miejscami edukacji, jedynymi ośrodkami kultury i integracji społeczności lokalnych.
W komunizmie Polaków i Polskę było stać by remontować, a nawet budować budynki wiejskich szkół. Było nas stać jako społeczeństwo na utrzymywanie z publicznych pieniędzy miejsc edukacji, kultury, tożsamości i integracji, które pozwalały ludziom rozwijać się, budować i utrzymywać wspólnoty.

Piszę sporo w sieci w różnych miejscach i na różne tematy. Zauważyłam, że szczególnie internauci z poza Polski dostrzegają moje takie dość szerokie spojrzenie na różne sprawy.
Taka postawa nie bierze się znikąd. Ukończenie kilku szkół i uczelni, kursów, prowadzenie od lat własnej firmy, szkolenie agentów ubezpieczeniowych i akwizytorów OFE nie wystarczyło by do mojego postrzegania świata jaki jest obecnie, gdyby nie kilkuletnia praca w małych wiejskich szkołach, gdzie często nauczyciel był praktycznie od wszystkiego. Zbyt rzadko mówimy i piszemy o tym, że człowiek rozwija się poprzez pracę, praktyczne działanie.

Jako bardzo młoda osoba miałam przyjemność pracować w maleńkiej wiejskiej szkółce, gdzie były klasy łączone. Nie było czasu na marudzenie, użalanie się nad warunkami pracy, tylko tak trzeba było zaplanować zajęcia, by zrealizować wymagany program. Nie było tłumaczenia, że ja w zasadzie jestem nauczycielem wychowania fizycznego, a tu by pracować trzeba poradzić sobie na przykład z prowadzeniem zajęć z języka polskiego czy historii.
Podobnie było w kolejnej szkole, trochę już większej, gdzie pracowałam przez kilka lat.
To był jednak czas, gdzie nowa władza nie zdołała jeszcze tak zniewolić nauczycieli. Były programy nauczania, ale jednocześnie w porównaniu do tego co jest obecnie, nauczyciele mieli znacznie więcej swobody w pracy, mogli być zdecydowanie bardziej kreatywni niż obecnie.

Ludzie wcale nie muszą kończyć szkół wyższych, by być dobrze wykształceni. Trzeba tylko zadbać o odpowiedni poziom nauczania i wychowania od początku edukacji. Tylko na niektórych kierunkach studiów wyższych są wykładane język polski i historia. Dlatego do tych przedmiotów trzeba wyjątkowo poważnie podchodzić we wcześniejszym okresie edukacji.

Z perspektywy czasu dzisiaj wiem, że nigdy bym jako młody nauczyciel nie poradziła sobie, była bym kim innym niż jestem dzisiaj, gdyby nie przyzwoity poziom kształcenia i wychowania w szkołach podstawowej i średniej do których chodziłam. W późnym komunizmie, gdy zaczęto już eksperymentować na strukturze organizacyjnej szkół, poważnie traktowane było nauczanie między innymi języka polskiego, historii. Były przeróżne pozostawiające ogromny ślad w duszy i sercu młodego człowieka imprezy i uroczystości, często przepojone duchem patriotyzmu i poczuciem przynależności do narodu i państwa, było sporo zajęć pozalekcyjnych, w których mogliśmy wybierać.
Była oczywiście również propagowanie idei socjalizmu i komunizmu, które w moim przypadku była neutralizowane przez rodzinę i nauczycieli, którzy pewne rzeczy robili i mówili zupełnie bez przekonania.

Reformy strukturalne są rzeczą wtórną wobec przebudowy świadomości

Brak umiejętności podjęcia dialogu ze strony władz z ludźmi w sprawie edukacji jest niedopuszczalnym zachowaniem. Sprawa jest zbyt poważna, by można dopuszczać rozwiązywanie jej poprzez protesty, w tym protest głodowy.
Pan prezydent, pan premier, pani minister nie są zbyt wielcy, by zwyczajnie wyjść do ludzi i rozpocząć dialog, szukać tanich i dobrych rozwiązań, które będą się przyczyniały do rozwoju, będą budowały siłę ludzi i państwa, a nie siały destrukcję i spustoszenie.

Tylko edukacja i tworzenie miejsc pracy

Barbara Bercka

This entry was posted in Bez kategorii, Demokracja i wolność, Demokracja po polsku, Dyskusje społeczno - polityczne, Edukacja obywatelska i edukacja przygotowująca do życia, Komentujemy na bieżąco, Najważniejsze wiadomości, współdziałanie i współpraca, Życie społeczno-polityczne and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.