Wprowadzanie ludzi na ulice to ostateczność!

TAK JEST W PAŃSTWIE, GDZIE NIE SZANUJE SIĘ ZWYKŁYCH LUDZI, GDZIE NIE PRZESTRZEGA SIĘ PRAWA, GDZIE BARDZO NIESPRAWIEDLIWIE DZIELI SIĘ WYPRACOWANY DOCHÓD

Jeżeli nie dojdzie do jakiegoś znaczącego przełomu w negocjacjach w związku z likwidacją spółki zależnej od Protektora S.A., to 17 stycznia o godzinie 12:00 w Lublinie planowana jest demonstracja.

W stronie internetowej NSZZ ?Solidarność? Regiony Środkowo ? Wschodniego na ruchomym pasku jest informacja:

17 stycznia ? manifestacja w obronie pracowników LZPS Sp. z o.o. Zbiórka o godz. 12:00 na placu Łokietka. Godz. 13:00 ? przemarsz na trasie: Urząd Wojewódzki, Komenda Wojewódzka Policji, Prokuratura Apelacyjna i LZPS Sp. z o.o.

Słuchajcie, mimo ogromnych możliwości technicznych do mieszkańców Lublina i okolic, do obywateli Polski nie zawsze docierają kompleksowe informacje na temat tego, co dzieję się w ramach konfliktu między przedstawicielami likwidowanej spółki zależnej od Protektora S.A., a zwolnionymi pracownikami.
Dzisiaj w Lublinie słyszałam opinie, że ludzie mają zbyt duże żądania finansowe. Taka jest oczywiście wersja oficjalna i wygodna dla wszelkich władz.

Problem jest znacznie głębszy i poważniejszy. Ja pozwolę sobie, skupić się na aspektach innych niż finansowe rozliczenie się pracodawcy z pracownikami.
Lublin w tak zwanej wolnej Polsce został praktycznie już prawie zaorany. Tu była fabryka samochodów ciężarowych, która zatrudniała tysiące ludzi. Była! Była fabryka maszyn rolniczych, była nowoczesna odlewnia żeliwa, były też cukrownia, drożdżownia, były zakłady przemysłu skórzanego i inne firmy produkcyjne.

Ciągle mnóstwo ludzi kupuje samochody dostawcze, tylko niestety nie są to już samochody produkowane w Lublinie, jak było to w poprzedniej epoce politycznej, gdy Żuki, a później Lubliny podbijały świat.
Ziemię ciągle uprawiać trzeba, niezbędne są do tego ciągniki, do których elementów już nie produkuje się w Lublinie. Rolnicy oczywiście kupują różne maszyny rolnicze, których tylko namiastka produkcji jeszcze funkcjonuje w Lublinie.
Człowiek potrzebuje ubrań, w tym butów, których już nie można produkować w Lublinie? Cukru i drożdży też się nie dało produkować w Lublinie?

Władze w ostatnich latach tworzyły nierzeczywisty świat w którym zabrakło miejsca na fabryki, które zatrudniają setki lub nawet tysiące ludzi, które wytwarzają różne dobra, dają miejsca pracy, pozwalają powstawać i funkcjonować firmom świadczącym różnego typu usługi.

W Lublinie, na Lubelszczyźnie zachwiane zostały proporcje między produkcją, wytwarzaniem różnych dóbr, a sferą budżetową i usługami, która leży u podstaw bezrobocia i bardzo niskich dochodów. Cudów nie ma. Większość ludności nie może pracować w budżetówce i usługach. Znaczna część ludzi musi wytwarzać konkretne dobra, płacić podatki, by można było utrzymywać sferę budżetową, by miał kto korzystać z usług.

Obecnie zbieramy owoce bardzo głupiej polityki niszczenia przemysłu.
Za likwidacją produkcji, idzie likwidacja miejsc pracy w budżetówce i usługach. Niby za co zwolnieni z pracy ludzie mają kupować określone usługi? Gdy ludzie nie pracują, to nie płacą podatków, nie ma czym zapłacić nauczycielom i koło nam się zamknęło.

Jednym z fundamentów dla protestu zwolnionych pracowników z firmy, która produkowała buty, jest brak perspektyw na pracę.
Słuchajcie, większość zwolnionych osób przepracowała w przemyśle skórzanym w tym samym miejscu 20 – 30 lat i więcej. To są ludzie dojrzali, którym szczególnie trudno jest znaleźć pracę na rynku, gdzie jest ogromny niedobór miejsc pracy, gdzie padają również inne firmy.

Wydaje mi się, że regionalne struktury związków zawodowych mają dosłownie nóż na gardle. To co stało się w spółce zależnej od Protektor S.A, to jest początek fali zwolnień w tym roku. Konieczne jest również przerwanie bezradności wobec bezprawia. Prawo musi prawo znaczyć. Związki zawodowe muszą szukać sposobu na wymuszenie zmiany sposobu traktowania ludzi i prawa, zmian sposobu rządzenia. Państwu trzeba przywrócić właściwą rolę. Państwo musi być dla obywatela, musi uwzględniać potrzeby ludzi, w tym ludzi w wieku produkcyjnym.

W tym tygodniu lubelska prasa regionalna pisała o możliwości likwidacji Zakładów Tytoniowych, jest problem z częścią szkół, planowane są likwidacje sądów.
Nie ma czasu na zabawę w rządzenie. Musi być tworzona alternatywa dla zwalnianych osób. Konieczne są warunki prawne do tworzenia nowych miejsc pracy, głównie w sektorze produkcji.

Kolejne czynniki, które legły u podstaw strajku okupacyjnego zwolnionych pracowników ze spółki zależnej od Protektora S.A., to bezradność struktur państwa wobec łamania prawa.
Jeżeli dojdzie do demonstracji, protestujący pojawią się pod Urzędem Wojewódzkim, Komendą Wojewódzką Policji, Prokuraturą Apelacyjną. Taki plan przemarszu nie jest przypadkowy. Przy okazji konfliktu między pracodawcami, a pracownikami w Lublinie przy ulicy Kunickiego państwo zawiodło całkowicie.

Brak wrażliwości, opieszałość, które na stałe zadomowiły się w strukturach państwa polskiego porażają. Oni mają przecież czas. Siedzą w ciepłych biurach, w wygodnych fotelach albo mają dni wolne od pracy. Niby nic szczególnego. Tak większość przedstawicieli państwa polskiego pracuje przecież od lat.
Zresztą jest bardzo dobrze jak jest, oczywiście ludziom władzy. Co tam jacyś zwykli ludzie, kogo ich los obchodzi? Po protestują, pokrzyczą, potupią, powyją – w końcu się muszą zmęczyć.

Coś ktoś mówił o prawie? Przecież od dawna już wiadomo, że w Polsce prawo to pozór. Ma być, więc jest. Oczywiście wobec zwykłych, nieustosunkowanych obywateli jest egzekwowane z wyjątkową starannością, a ludzie władzy i elity finansowe, oni są przecież równiejsi. Dla świętego spokoju tych równiejszych wystrzegają się policjanci, prokuratorzy i inne służby publiczne. Tak tu w naszym pięknym kraju jest i już. Czy rzeczywiście ludzi trzeba aż wyprowadzać na ulice, by to zmienić? Ja uważam, że nie. Tylko niezbędna jest wola polityczna do zmian sposobu rządzenia, której niestety bardzo brakuje.

Jakże naiwnie brzmią moje teksty na temat demokracji i aktywizacji obywateli, gdy zestawi się je z polską rzeczywistością.

To jest straszne, służby państwa polskiego nie zainteresowane są załatwieniem spraw, są obojętne, opieszałe nawet wtedy, gdy zagrożone jest zdrowie i życie ludzkie.

Ja zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć postawy prezentowanej gdzieś z wygodnych miejsc – nie, bo nie!
Co to za kraj, gdzie przedstawiciel władzy centralnej jakim jest wojewoda na oczach opinii publicznej lekceważy posłów, o lekceważenie zwykłych robotników trudno nawet pytać.

W tym stanie rzeczy, pisanie o aktywności obywatelskiej jest ogromnym nieporozumieniem, naiwnością, utopią. Z posłami na Sejm mało kto się liczy, to co mówić o nas zwykłych ludziach?
Bezpieczniej i wygodniej jest siedzieć cicho i nikomu się nie narażać.

O pośle Kabacińskim już wspominała. Pani poseł Gabriela Masłowska z Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości przychodziła również do protestujących, rozmawiała z ludźmi na ulicach Lublin. W poniedziałek ufundowała obiad osobom okupującym budynek firmy. Pani poseł była równie bezradna jak inni parlamentarzyści, którzy przynajmniej na chwilę pojawili się wśród protestujących.
Strajkujący mówili mi, że byli u nich z wizytą posłowie: Krzysztof Michałkiewicz (PiS), Jacek Czerniak(SLD), Piotr Szeliga (Solidarna Polska).
Protestujący podkreślali, że żaden z posłów rządzącej koalicji nie zainteresował się ich losem.

Te obecności polityków wśród ludzi na ulicach Lublina, to bardzo ważne gesty. W większości przypadków powiedziałabym, że bardzo nieśmiałe i delikatne, ale pozytywne.
Te nieliczne zaangażowane postawy, to jest iskierka nadziei na rozpoczęcie budowania mimo licznych trudności społeczeństwa obywatelskiego, w którym ludzie chcą ze sobą rozmawiać i potrafią to robić. To jest iskierka nadziei na to, że w Polsce można załatwiać sprawy poprzez rozmowy i negocjacje, a nie poprzez demonstracje, manifestacje na ulicach.
Te nieliczne postawy polityków potwierdzają, że moje pisanie ma jednak sens. Budowa aktywnego społeczeństwa obywatelskiego jest możliwa, tylko ludzie świadomi takiej postawy muszą się bardzo starać, muszą dużo i intensywnie pracować.

Warunkiem do załatwiania spraw poprzez dialog jest chęć współpracy i współdziałania wszystkich stron, które zainteresowane są rozwiązaniem problemów.
Tu w Lublinie niestety zwolnieni pracownicy, popierające ich związki zawodowe oraz wspierający ich mieszkańcy Lublina i okolic, w tym parlamentarzyści natrafili na mur pogardy i obojętności. Ludzie zostali doprowadzeni do krawędzi ostateczności, za którą są demonstracje na ulicach i niepokoje społeczne.
Uważam, że władze centralne i lokalne powinny robić wszystko, by nie doprowadzać do desperacji zwykłych ludzi.

A jednak nie demokracja

Nie rozumiem tej strasznej obojętności, nie akceptuję jej zupełnie. Bardzo bym chciała, by osoby decyzyjne obudziły się z letargu i zdały sobie sprawę z powagi sytuacji. Dotychczasowe sposoby traktowania ludzi i rządzenia zbankrutowały. Trzeba szukać nowych sposobów współpracy i współdziałania, nie można prowokować ludzi, by wychodzili na ulice. Ogień jest łatwo rozpalić z gaszeniem mogą być problemy.

Barbara Berecka

This entry was posted in Demokracja i wolność, Demokracja po polsku, Dyskusje społeczno - polityczne, Edukacja obywatelska i edukacja przygotowująca do życia, Państwo prawa, współdziałanie i współpraca, Życie społeczno-polityczne and tagged , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Wprowadzanie ludzi na ulice to ostateczność!

Comments are closed.