Jaki cel ma kampania?

Aby można było mówić w Polce o demokracji, to musimy z powrotem stanąć na nogach. To ludzie w terenie muszą decydować, kto trafi do władz centralnych w Warszawie. Partie muszą być zarządzane demokratycznie, bo śmiem twierdzić, że nie są.

W Polsce prowadzona jest właśnie kampania przed wyborami do parlamentu, czyli do Sejmu i Senatu.

Sejm i Senat są konstytucyjnymi organami władzy w Polsce.

Lekcja demokracji

Zgodnie z Konstytucją, artykułem 10. 1. ”Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.
1. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały”.

Panuje powszechne przekonanie, że czwartą władzą są media. A samorządy? Samorządy jak wynika z konstytucji nie są żadną władzą, każdy Polak powinien to pamiętać.

Mentalność dostatku

Dla część czytelników sprawa jest oczywista. Wybaczcie mi takie bardzo nauczycielskie podejście do tematu, to znaczy wyjaśnianie elementarnych spraw.

Wiem, że dołączają do nas ludzie, którzy zaczynają dopiero interesować się tematyką związaną z życiem społeczno – politycznym, to z myślą o nich przypominam te podstawowe sprawy.

Bardzo świadomie: po pierwsze chcę przypomnieć o sprawach, które powinny być oczywiste dla każdego obywatela, który kończy – UWAGA – szkołę podstawową, po drugie zamierzam wskazywać pewne powszechnie obowiązujące mity i nieścisłości – jak choćby z tą rzekomą władza samorządową. Samorząd, to samorząd, a nie żadna władza.

Wyobrażam sobie miny niektórych z Was. Młody człowiek, który kończy szkołę podstawową już ma być świadomym obywatelem?

Powiedzcie mi, co stoi na przeszkodzie, by tak było? Dlaczego młodzi Polacy nie mogą być dojrzalsi społecznie, niż są? Komu to może przeszkadzać? Tu zaczynają się nam przysłowiowe schody.

Czy nie lepiej uczyć tego co jest przydatne, przekazywać informacje niezbędne w dorosłym życiu, niż wtłaczać do młodych głów jakieś definicje i inną wiedzę, która nie bardzo wiadomo do czego jest im potrzebna?

Ostatnio tu w stronie wymienialiśmy poglądy na temat stopnia demokratyzacji Polski. Przy okazji wyszły nam problemy ze znaczeniem pojęcia demokracja. Znaczenie pojęcia jest celowo wypaczane i rozmywane, tak by nawet bardzo inteligentnym ludziom zrobić wodę z mózgu. Propaganda wydaje się być bardzo skuteczna i tak sobie tkwimy w tym naszym bagienku. Może nawet ogromnym polskim bagnie. Opartym na pogardzie dla zwykłego człowieka i prawa, propagandzie i manipulacji.

Konstytucja RP

Powiedzcie mi, dlaczego małym dzieciom nie można przekazać informacji, że demokracja to sposób rządzenia? Co stoi na przeszkodzie, by dzieci poinformować o tym, że ludzie aby nie utrudniać sobie życia, by je porządkować wymyślili prawo?

Wystarczy maluchom dać prosty przykład, by sobie wyobraziły, że na drogach nie obowiązują żadne zasady, każdy robi co chce, jeździ jak mu się podoba.

-Gwarantuję Wam, że na twarzach pojawią się rumieńce i większość dzieci w sprawie będą miała coś do powiedzenia. Co to też na drogach by się działo, gdyby każdy robił to co mu się podoba.

Ja uwielbiam takie ”nagrzane” grupy. Nie ważne z osób w jakim wieku się składają. Istotne jest, że są entuzjastycznie nastawione, gotowe do rozmowy, a następnie podejmowania wyzwań. Z takim ludźmi, z grupami takich ludzi można góry przenosić.

Udowodnijcie nam, że chcecie Polski demokratycznej

Temat jest bardzo ważny i bliski życia, znany wszystkim, wszyscy chcą mówić, przekrzykują się.- Ktoś powie, że bałagan, a prowadzący nie radzi sobie z grupą.

Nic bardziej mylnego. W zespołach kierowanych demokratycznie, panuje pozorny bałagan, już wiele lat temu pisał o tym profesor Łobocki.

Wiecie co ja w takich sytuacjach robię? Przez chwilę milczę, zawsze znajdzie się ktoś w grupie, kto zacznie prosić o ciszę.
Wtedy wkraczam ja i proszę o pomoc w ustaleniu zasad rozmowy. Członkowie grupy oczywiście mogą zgłaszać uwagi do organizacji dyskusji. Pamiętamy, są nagrzani, mają dużo do powiedzenie i zrobią wszystko, by powiedzieć. Pomogą w ustaleniu zasad dyskusji, będą dyscyplinować się wzajemnie, by móc wypowiedzieć się, być wysłuchanym.

Robi się spokój można pracować.

Z demokracji trzeba umieć korzystać, w szkole w szczególności, gdy grupa nie potrafi korzystać z wolności nauczyciel – wychowawca zmuszony jest narzucać rozwiązania, być autokratą. Bo dzieci i młodzież mszą pamiętać, że są do życia wprowadzane. Demokracja to nie jest to samo, co róbta co chceta.

Czy w trakcie takiej rozmowy, dyskusji grupa nie dojdzie do wniosku, że niezbędne jest ustalenie zasad uchwalenie prawa, by nie było chaosu, by było bezpieczniej?

A jednak nie demokracja

Jak już dojdziemy do wniosku, że jakieś minimum prawa jest wręcz niezbędne, to co stoi na przeszkodzie, by dzieciom powiedzieć, kto prawo w Polsce uchwala? Jak nazywa się najważniejsza ustawa, której podlegają inne?

To o czym piszę, sprawdziłam w praktyce. Cel tej działalności jest oczywisty: przygotowanie do bycia świadomym obywatelem.

Tylko mamy pewien problem. Władze, w tym władze oświatowe nie są zainteresowane wychowywaniem świadomych obywateli.

Po co zawłaszczającym naszą przestrzeń życiową politykom i funkcjonariuszom publicznym świadomi ludzie? By burzyli im święty spokój?

Kilka lat temu lokalna gazeta z Lublina opublikowała artykuł pod tytułem ”Święty spokój” w którym poruszono temat demokratyzacji życia szkoły. Dziennikarka zauważyła, że ludzie aktywni, wdrażający w szkole zachowania typowe dla demokracji zakłócają święty spokój dyrektorowi, jego klice w radzie pedagogicznej, kuratorowi oświaty.

Co to jest demokracja?

Bo świadomi ludzie, obywatele chcą coś robić, zmieniać swoje otoczenie, przyzwyczajenia, czegoś wymagają.

Po co politykom, władzom wymagający ludzie?

Oni wręcz robią wiele, by utrzymywać ludzi w nieświadomości, by wypaczać znaczenie pojęć, rozmywać je, odwracać uwagę od spraw najważniejszych.

Nie wiem czy zwróciliście uwagę, że bardzo często pytam o celowość określonych działań.

Jaki to ma cel? To pytanie warto zadawać sobie przy okazji podejmowania różnych działań, oceniania poszczególnych inicjatyw.

Powiedzcie mi, jaki cel ma kampania wyborcza obecnie prowadzona, oparta na debatach o debatach, czy jakoś tak?
Oprócz oczywistych celów: bycia wybranym, dobrze opłacanym.

Dla mnie to nie jest kampania, to jakaś ogłupiająca machina, teatr próżności i bezmyślności, który opiera się na śpiewach, tańcach i swawoli.

Wybierzcie nas i tylko nas, bo przecież nikt inny nie będzie was tak skutecznie oszukiwał i lekceważył.

Taka informacja dociera do wyborcy, przynajmniej taki komunikat ja odbieram na podstawie tego co mówią i robią.

Przedstawiciele elit politycznych betonują we mnie przekonanie, że są bezmyślnymi egoistami, którzy nie szanują ludzi i prawa.

Lubelscy blogerzy w ubiegłym tygodniu podjęli temat plakatów wyborczych umieszczanych w przestrzeni przeznaczonej na znaki drogowe.
Co tam bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Oni są przecież najważniejsi?

Co to jest polityka?

Wczoraj w Panoramie Telewizja Lublin podjęła również temat plakatów na drogach. W Lublinie o zezwolenie na umieszczanie przy drogach reklamy wyborczej poprosiły dwa komitety: PO i PSL. Te komitety, które nawet takie zezwolenie posiadają, nie mogą w sposób dowolny umieszczać plakatów przy drogach.

Komitety PO i PSL reklamują się jak im się podoba. Szczególnie swawolą pani numer jeden na liście PO, dzielnie jej towarzyszą pani numer dwa z listy Platformy i pan numer 1 z listy PSL. To, że jest zakaz prawny umieszczania reklam w obrębie skrzyżowań polityków nie interesuje. Czy coś takiego może interesować Marszałka Województwa Lubelskiego, który startuje z pozycji 1 listy PSL. Reklamują się i już w miejscach niedozwolonych, narażają bezpieczeństwo w ruchu drogowym, na co zwracali uwagę ludzie z którymi rozmawiał dziennikarz. A kto im co zrobi?

Przedstawiciel Straży Miejskiej w Lublinie powiedział przed kamerą, że za coś takiego, to mogą ukarać, ale dopiero w 30 dni po wyborach, gdy plakaty nie zostaną usunięte.
Mandat może być ”zawrotnej” wysokości – 500zł.

Tylko ja tak sobie myślę, że odpowiednie służby lekceważą obowiązujące prawo razem z komitetami wyborczymi i kandydatami.

Ponieważ lubię być dobrze poinformowana, to zajrzałam do kodeksu wykroczeń i co tam znalazłam, przeczytajcie:

”Art. 85.

§ 1. Kto samowolnie ustawia, niszczy, uszkadza, usuwa, włącza lub wyłącza znak, sygnał, urządzenie ostrzegawcze lub zabezpieczające albo zmienia ich położenie, zasłania je lub czyni niewidocznymi, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. (…)

§ 3. W razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1 lub 2 można orzec obowiązek zapłaty równowartości zniszczonego lub uszkodzonego przedmiotu albo obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego”.

Skala zjawiska jest na tyle duża, że kto wie czy sprawa nie powinna być zbadana w świetle kodeksu karnego?

Skoro jest zakaz prawny umieszczania reklam w obrębie skrzyżowań, a mimo to zostały zamieszczone, to z prawa jednoznacznie wynika, że plakaty powinny być natychmiast usunięte przez komitety wyborcze.
Politycy obowiązani są przyczynić się do zmniejszenia ilości tragedii na drogach, a nie potęgować zagrożenie na drogach.

Przecież z dróg zagrożenie musi być usuwane natychmiast. Szkoda, że zasada nie dotyczy polityków, tych którym powinno być mniej wolno. Czy zwykłemu obywatelowi pozwolą przez około 70 dni bezkarnie naruszać prawo? Chodzi mi o czas do wyborów plus 30 dni na usunięcie reklam.
Czy w sytuacji, gdy komitet rażąco naruszył zasady umieszczania reklam, nie powinna być unieważniona decyzja zezwalająca na umieszczanie plakatów?

Aby przerwać ten krąg niemocy, musimy zadbać o podnoszenie świadomości, budowanie pewności siebie u zwykłych ludzi, tak by na jak mniejszą liczbę osób miała jakikolwiek wpływ propaganda i manipulacja, ten chocholi taniec.

Kandydaci do Sejmu i Senatu, komitety wyborcze powinny prowadzić kampanię informacyjno na temat tego, kto startuje, co dla niego jest ważne itp. Zbędna jest nachalna propaganda, która zagłusza ważne sprawy, brak kompetencji u kandydatów.
Przecież do Sejmu i Senatu powinni startować ludzie, którzy dysponują znaczącym dorobkiem w życiu i pracy. Powinni startować ludzie powszechnie znani i szanowani, a nie karierowicze, którzy przepychają się łokciami, po trupach docierają do celu, Używają siły, zamiast siły argumentów.

Dla mnie zupełnym absurdem jest sterowanie kampanią odgórnie, przez naczelne władze partii.
Zamiast stąpać po ziemi, polskie życie publiczne tańczy na głowie. Trudno się dziwić, że takie bzdury wychodzą jak ta z kampanią na drogach, gdy brak samodzielnego myślenia i wyobraźni nie jest problemem by kandydować. Wystarczy w zupełności lojalność wobec władz partii, naczelnych władz partii.
Przecież to nie jest kampania prezydencka, gdzie naturalnym jest walka między politykami ze szczytów władzy, walka między partiami na szczeblu centralnym.

Aby można było mówić w Polce o demokracji, to musimy z powrotem stanąć na nogach. To ludzie w terenie muszą decydować, kto trafi do władz centralnych w Warszawie. Partie muszą być zarządzane demokratycznie, bo śmiem twierdzić, że nie są.

To przywódcy partyjni powinni być oceniani przez członków swojej partii i zwykłych obywateli, a nie prezesi dobierają sobie kandydatów do parlamentu, sterują członkami swoich partii i co najgorsza zwykłymi ludźmi. Numerują nam kandydatów, sugerują na kogo głosować. Demokracji nie da się połączyć z centralnym zarządzaniem, bo one zwyczajnie się wykluczają.

Polityki nie można prowadzić w oparciu o kłamstwo, manipulację i brak kompetencji

Pomyślcie o tym.

Właśnie dzieci wytropiły hasło jednego z kandydatów, śmiały się do łez zanim mi je zaprezentowały.

Kowalski nie popuści!

I tego się trzymajmy.

Barbara Berecka

This entry was posted in Demokracja i wolność, Dyskusje społeczno - polityczne, Edukacja obywatelska i edukacja przygotowująca do życia, Komentujemy na bieżąco, Państwo prawa, Samorządność i samorządy. Bookmark the permalink.